Jako, że zakład Browarów
Lubelskich Perła położony jest w odległości 1000 metrów od miejsca mojego
zamieszkania i mijam go codziennie przynajmniej raz, wiem, że mimo iż nie
należy on do żadnej z dużych grup piwowarskich nie jest to też wbrew niektórym
opiniom mały regionalny browar położony gdzieś w malowniczej dolinie pośród
plantacji lubelskiego chmielu. Według informacji jakie można znaleźć w sieci
wydajność zakładu wynosi 1,2 mln hl (1hl=100l) można więc przyjąć, że co roku z
taśmy zjeżdża ponad 200 mln (słownie: dwieście milionów) półlitrowych porcji,
co równa się ponad 500 tys. (słownie: pięćset tysiącom) w ciągu jednego dnia.
Monobloki w rozlewni potrafią w godzinę nalać trunek do ok. 48 tysięcy
opakowań. Liczby te mogą robić wrażenie, szczególnie kiedy nigdy do tej pory
nad tym się nie zastanawialiśmy. Marka jest bardzo silna na naszym terenie nie
tylko ze względu na szeroką ofertę, ale również z uwagi na udział w licznych
inicjatywach kulturalne wśród których można wymienić: Lato w Browarze, Perła
Scena Miasta, Kino Perła, I Love LBN Perła Festival, Kozienalia, Kazimiernikajszyn,
Dwa Brzegi, Letnia Akademia Filmowa, Festiwal Piwa. Oprócz podchełmskiego
Browaru Jagiełło i wykorzystywanego przez Perłę zakładu w Zwierzyńcu nie mamy
na terenie naszego województwa żadnego innego producenta złocistego
napoju.
środa, 30 lipca 2014
wtorek, 29 lipca 2014
Artykuł na dziś (V)
#69 Tusk i Belka zepsują złotego
** (Krzysztof Rybiński, Do rzeczy 29/2014); #70 Najgorsze jest czekanie * (Kate Sweeny, Charaktery 7/2014);
#71 Geografia myślenia * (Radosław Zyzik, ibid.); #72 Dzieci jednego dnia ** Irvin
D. Yalom, ibid.); #73 Karski: życie z winą ** (Kaya Mirecka-Ploss, ibid.); #74
Pies też człowiek ** (Arkadiusz Szaraniec, ibid.); #75 Kłamstwo ** (Jacek
Wojtysiak, ibid.); #76 Dzienniki dziewczyny, która będzie Osiecką ** (Łukasz
Garbal, Znak 6/2014); #77 Sherlock Holmes, czyli pokusa racjonalizmu ** (Michał
Cetnarowski, ibid.); #78 Ekonomia
solidarności *** (Chantal Delsol, ibid.); #79 Twarda mowa *** (Halina
Bortnowska, ibid.).
sobota, 26 lipca 2014
Spotkania na moście
Kiedy mieszkanie nie posiada
balkonu i w dodatku znajduje się na parterze, trzeba szukać miejsca nadającego
się na letni relaks na świeżym powietrzu. Czuję, że na ławeczki przed blokiem
to nie jest jeszcze ten czas. Można więc uciekać w naturę, albo w miasto.
Dwadzieścia minut spokojnym spacerem lub jeśli ktoś woli cztery przystanki
autobusowe od Nowego Światu nad wartkim nurtem Bystrzycy wisi sobie ponad
stuletni most projektu Mariana Lutosławskiego, będącego stryjem autora zapisków
w Granatowym Zeszycie. Obiekt ten po długim remoncie, rozpoczętym w 2011 roku, który
miałem okazję obserwować podczas codziennych dojazdów rowerem do pracy z
odległych Czubów, aż do granicy Bronowic z Tatarami, doczekał się wspaniałej
inicjatywy, która, w co trudno aż uwierzyć, zamieniła ten martwy niegdyś
kawałek betonu położony przy ruchliwym Rondzie Lubelskiego Lipca 80 w tętniące
życiem miejsce na kulturalno-towarzyskiej mapie miasta. Kto mógłby przypuszczać,
że rankiem będziemy uciekać z zalanej polskim disco hałasem plaży jednego z łęczyńskich
jezior, by wieczorem wylądować w miejscu, gdzie barmanka przed nalaniem piwa
odkłada na bok Kurta Vonneguta. Wychodzisz na popołudniowe piwo, a lądujesz w
środku oldschollowej imprezy, gdzie od porwania w tany uchronić Cię może
jedynie kontuzja kolana. Na moście spotykają się trzy pokolenia, które
wzajemnie się obserwują, a czasem nawet wchodzą ze sobą w dialog. Kawy z
ekspresu tu niestety nie uświadczysz, ale jeśli będziesz miał szczęście to Pani
z okienka za trzy złote z pomocą kawiarki zaparzy Ci z jakiejś popularnej
mieszanki małą czarną. W czarnym wagoniku można znaleźć również kilka
podstawowych ciepłych dań szybkiej kuchni. Na Krakowskim Przedmieściu i Starym
Mieście ciekawych miejsc z charakterem nie brakuje, ale peryferia nie są w tak
komfortowej sytuacji. Na sukces inicjatywy składa się z jednej strony nieoczywista
lokalizacja, która wbrew pozorom daje duże możliwości, a z drugiej wychodzący
od ciekawych kulturalnych wydarzeń, a nie od samej gastronomii pomysł.
piątek, 25 lipca 2014
Artykuł na dziś (IV)
#60 CBA na tropie Burego **
(Cezary Gmyz, Wojciech Wybranowski, Do rzeczy 29/2014); #61 Rosjanie polują na
nasze Azoty *** (Wojciech Wybranowski, ibid.); #62 Wina Korwina ** (Piotr
Gociek, ibid.); #63 Życia ludzkiego nie można wartościować ** (Tomasz P.
Terlikowski, ibid.); #64 Złote dzieci Platformy ** (Kamila Baranowska, ibid.); #65
Sekret Szekspira ** (Waldemar Łysiak, ibid.); #65 III RP, czyli degeneracja **
(Bronisław WIldstein, ibid.); #66 PRL na podsłuchu * (Sebastian Ligarski,
Grzegorz Majchrzak, ibid.); #67 Hodowanie zła *** (Marek Magierowski, ibid.);
#68 Raj mniemany *** (Paweł Wawrzyński, ibid.); #68 Na dobre i na złe * (Anna
Cierpka, Charaktery 7/2014).
czwartek, 24 lipca 2014
sobota, 19 lipca 2014
Disco w polu namiotowym
Decydując się na nocleg na polu
namiotowym najlepiej jest przyjechać dopiero pod wieczór i po krótkiej analizie
zastanej sytuacji wybrać optymalną lokalizację z akceptowalnym przez nas
poziomem hałasu imprezujących sąsiadów. W przeciwnym razie mimo nawet
najlepszego miejsca uwzględniającego odległość od jeziora, toalety czy parkingu
istnieje duże prawdopodobieństwo iż szybko zostaniemy otoczeni przez grupy
rywalizujące ze sobą na moc przywiezionych ze sobą głośników. Wybierając się w
okresie wakacyjnym we dwójkę pod namiot na pierwsze lepsze pole namiotowe stawiamy
się od razu na przegranej mniejszościowej pozycji. Możemy próbować zawiązywać
koalicję z rezydentami pola, których podejrzewamy o podobny stosunek do nadużywającej
letniej swobody młodzieży, ale nigdy nie ma gwarancji, że i ten głos nie
zostanie zagłuszony.
Na polu namiotowym MPWiK w Białce
koło Parczewa wytrzymaliśmy 30 godzin z planowanych trzech dób przedłużonego o
wolny piątek ciepłego weekendu. Od ostatniej wizyty w tym miejscu minęło 9 lat
i jak się okazało w tym czasie bardzo dużo się zmieniło. Położony w środku lasu,
oddalony od umownego centrum miejscowości ośrodek we wspomnieniach pozostawał
oazą spokoju urzekającą szumem kołyszących się na wietrze wysokich sosen. Może trafiliśmy
na kumulację wyjątkowych gości, wygląda jednak na to, że nasze wyobrażenie
znacząco odbiega od dominującego obecnie modelu wypoczynku. Ciepła woda, głośne
disco, rozgrzany grill. Wygląda to tak, jakby ludzie uciekali ze zgiełku codzienności
w jeszcze większy hałas.
Mimo zapisanej w regulaminie
ciszy nocnej w godzinach 22:00 - 6:00, muzyka przestała grać dopiero po
godzinie 4:00, kiedy widoczne przez okienko w ścianie namiotu niebo było już
gotowe na przywitanie słońca. Noce sąsiadów rozmowy trwały jeszcze w najlepsze,
ale pojawiła się nadzieja na choćby prowizoryczne zmrużenie oczu na tych kilka
godzin przed powstaniem z martwych zombie zmęczonych całonocną balangą. Trzeba
powiedzieć, że poranna granica ciszy nocnej w odróżnieniu od wieczornej jest
przestrzegana, bo muzyka stanowiąca tło dla kanapek z pasztetem zapijanych
energetykiem pojawiła się dopiero (sic!) przed godziną 7. Fakt, że sobotnie imprezy
są zawsze zdecydowanie lepsze od tych piątkowych nie napawał nas nadzieją.
Drugiego dnia pobytu poprosiłem o
zwrot części wpłaconej z góry opłaty za pobyt. Miła pani wystosowała w moim
kierunku szereg argumentów mających zachęcić mnie do zmiany decyzji (1) będzie
problem, bo faktura jest już wystawiona 2) czy zgłaszał Pan te sytuacje
ochronie? 3) nie praktykujemy zwrotów, księgowa może robić problemy 4) może przeniesie
Pan namiot w inne miejsce), przechodząc później w zapowiedzi odprawienia mnie z
kwitkiem (5) mogę Panu dać upust na kolejny pobyt 6) dziś nie ma księgowej,
więc będzie problem z korektą 7) jak to zgubił Pan naklejkę na namiot? 8) najwyżej
odeślemy Panu pieniądze pocztą 9) no i będę musiała Panu oddać z własnych pieniędzy).
Nie mam o to pretensji bo Pani z pewnością nie zdaje sobie sprawy z tego co
działo się tutaj poprzedniej nocy.
Wrażenia jakich dostarczył mi ten
wyjazd staram się traktować z dystansem, choć muszę przyznać, że było to dla
mnie doświadczenie z kategorii tych ekstremalnych, kiedy to można się przekonać
jak wiele jesteśmy w stanie znieść. Trzeba z dużą rozwagą wybierać miejsca
noclegowe biorąc pod uwagę to z kim wybieramy się na wypoczynek oraz jakiej
atmosfery oczekujemy.
piątek, 18 lipca 2014
Reportaż radiowy (XIV)
#162 Na nieprzetartym szlaku **
(Monika Hemperek, 2013); #163 Romantycy morza ** (Monika Hemperek, 2013); #164
Posłuchajmy Pani Lenki ** (Mariusz Kamiński, 2013); #165 Mówię w imieniu
umarłych *** (Mariusz Kamiński, 2013); #166 Bractwo od kuchni ** (Monika
Hemperek, 2014); #167 Rodzina rodzinie * (Monika Hemperek, 2013); #168
Tajemnica sprzed lat ** (Mariusz Kamiński, 2008); #169 Pani doktor od
najmłodszych ** (Katarzyna Michalak, 2013); #170 Przeszkody nie można zdusić **
(Monika Malec, 2013); #171 Potomek zesłańca ** (Mariusz Kamiński, 2013); #172
Światło na stepie *** (Katarzyna Michalak, 2014); #173 Ukryty w liściach ** (Agnieszka
Czyżewska-Jacquemet, 2014).
wtorek, 15 lipca 2014
Muzyczna ekstraklasa. Goldfrapp @Lublin
Zacznę od tego, że moja mała
wiara nie pozwoliła mi nawet marzyć, że pewnego dnia do naszego pięknego miasta
zawita gwiazda światowego formatu z mojej ulubionej półki muzycznej. W chwilach
zwątpienia będę przywoływał to wydarzenie jako dowód na to, że nie ma rzeczy
niemożliwych. A jaka to jest w ogóle muzyka - pytali znajomi widząc żywy entuzjazm
w moich oczach kiedy zapraszałem ich na darmowy koncert na Placu Zamkowym w
ramach festiwalu Inne Brzmienia. Przygotowałem na tę okoliczność atrakcyjną
marketingowo formułkę zaczerpniętą z polskiej wikipedii, przekonującą, że może
być to muzyka atrakcyjna dla szerokiego kręgu odbiorców. Muzyka zespołu w unikalny sposób łączy w sobie awangardową elektronikę,
popowe melodie, elementy folku, rocka i disco.
Nie mogliśmy wymarzyć sobie
lepszej pogody na ten niedzielny wieczór 13 lipca. Jeszcze pół godziny przed
rozpoczęciem koncertu można było zająć najlepsze miejsca bezpośrednio przy
scenie. Duża część osób zdecydowała się jednak oglądać widowisko z zamkowego
wzgórza. Czułem jednak, że moje miejsce jest wśród prawdziwych fanów w
pierwszych rzędach, którym nie trzeba przedstawiać Pani Alison Elizabeth
Margaret Goldfrapp. Bez opóźnień, urzekający pod względem muzycznym i wizualnym
od pierwszych minut spektakl z pewnością mógł się podobać nawet przypadkowym
widzom. Trzeba dodać, że w tym samym czasie miał miejsce finałowy mecz
Mistrzostw Świata w Brazylii, którego wynik zdradził ucinający jednocześnie nadzieję
na jakiekolwiek bisy Hirek Wrona.
Kanał #lublin w serwisie
Instagram zasypały amatorskie zdjęcia z koncertu, a w serwisie Youtube kilka
klipów, które zostaną nam na pamiątkę. Szkoda tylko, że w sieci tak trudno
znaleźć pisemne relacje, polecę więc jedynie publikację serwisu Tak
dużo genialnej muzyki, tak krótkie życie, w której autor przytacza, m.in.
wrażenia samej wokalistki, którymi podzieliła się na swoim profilu w serwisie
Twitter.
Setlista: Utopia; You Never Know; Thea; Yellow
Halo; Alvar; Little Bird; Lovely Head; Number 1; Train; Ride a White Horse;
Strict Machine.
Dotychczasowe koncerty Goldfrapp w
Polsce: Heineken Open’er Festival, Gdynia (2004, 2008); Free Form Festival,
Warszawa (2010).
Subskrybuj:
Posty (Atom)