środa, 30 lipca 2014

Mocna Perła



Jako, że zakład Browarów Lubelskich Perła położony jest w odległości 1000 metrów od miejsca mojego zamieszkania i mijam go codziennie przynajmniej raz, wiem, że mimo iż nie należy on do żadnej z dużych grup piwowarskich nie jest to też wbrew niektórym opiniom mały regionalny browar położony gdzieś w malowniczej dolinie pośród plantacji lubelskiego chmielu. Według informacji jakie można znaleźć w sieci wydajność zakładu wynosi 1,2 mln hl (1hl=100l) można więc przyjąć, że co roku z taśmy zjeżdża ponad 200 mln (słownie: dwieście milionów) półlitrowych porcji, co równa się ponad 500 tys. (słownie: pięćset tysiącom) w ciągu jednego dnia. Monobloki w rozlewni potrafią w godzinę nalać trunek do ok. 48 tysięcy opakowań. Liczby te mogą robić wrażenie, szczególnie kiedy nigdy do tej pory nad tym się nie zastanawialiśmy. Marka jest bardzo silna na naszym terenie nie tylko ze względu na szeroką ofertę, ale również z uwagi na udział w licznych inicjatywach kulturalne wśród których można wymienić: Lato w Browarze, Perła Scena Miasta, Kino Perła, I Love LBN Perła Festival, Kozienalia, Kazimiernikajszyn, Dwa Brzegi, Letnia Akademia Filmowa, Festiwal Piwa. Oprócz podchełmskiego Browaru Jagiełło i wykorzystywanego przez Perłę zakładu w Zwierzyńcu nie mamy na terenie naszego województwa żadnego innego producenta złocistego napoju. 

wtorek, 29 lipca 2014

Artykuł na dziś (V)

#69 Tusk i Belka zepsują złotego ** (Krzysztof Rybiński, Do rzeczy 29/2014); #70 Najgorsze jest  czekanie * (Kate Sweeny, Charaktery 7/2014); #71 Geografia myślenia * (Radosław Zyzik, ibid.); #72 Dzieci jednego dnia ** Irvin D. Yalom, ibid.); #73 Karski: życie z winą ** (Kaya Mirecka-Ploss, ibid.); #74 Pies też człowiek ** (Arkadiusz Szaraniec, ibid.); #75 Kłamstwo ** (Jacek Wojtysiak, ibid.); #76 Dzienniki dziewczyny, która będzie Osiecką ** (Łukasz Garbal, Znak 6/2014); #77 Sherlock Holmes, czyli pokusa racjonalizmu ** (Michał Cetnarowski, ibid.); #78 Ekonomia solidarności *** (Chantal Delsol, ibid.); #79 Twarda mowa *** (Halina Bortnowska, ibid.).

sobota, 26 lipca 2014

Spotkania na moście



Kiedy mieszkanie nie posiada balkonu i w dodatku znajduje się na parterze, trzeba szukać miejsca nadającego się na letni relaks na świeżym powietrzu. Czuję, że na ławeczki przed blokiem to nie jest jeszcze ten czas. Można więc uciekać w naturę, albo w miasto. Dwadzieścia minut spokojnym spacerem lub jeśli ktoś woli cztery przystanki autobusowe od Nowego Światu nad wartkim nurtem Bystrzycy wisi sobie ponad stuletni most projektu Mariana Lutosławskiego, będącego stryjem autora zapisków w Granatowym Zeszycie. Obiekt ten po długim remoncie, rozpoczętym w 2011 roku, który miałem okazję obserwować podczas codziennych dojazdów rowerem do pracy z odległych Czubów, aż do granicy Bronowic z Tatarami, doczekał się wspaniałej inicjatywy, która, w co trudno aż uwierzyć, zamieniła ten martwy niegdyś kawałek betonu położony przy ruchliwym Rondzie Lubelskiego Lipca 80 w tętniące życiem miejsce na kulturalno-towarzyskiej mapie miasta. Kto mógłby przypuszczać, że rankiem będziemy uciekać z zalanej polskim disco hałasem plaży jednego z łęczyńskich jezior, by wieczorem wylądować w miejscu, gdzie barmanka przed nalaniem piwa odkłada na bok Kurta Vonneguta. Wychodzisz na popołudniowe piwo, a lądujesz w środku oldschollowej imprezy, gdzie od porwania w tany uchronić Cię może jedynie kontuzja kolana. Na moście spotykają się trzy pokolenia, które wzajemnie się obserwują, a czasem nawet wchodzą ze sobą w dialog. Kawy z ekspresu tu niestety nie uświadczysz, ale jeśli będziesz miał szczęście to Pani z okienka za trzy złote z pomocą kawiarki zaparzy Ci z jakiejś popularnej mieszanki małą czarną. W czarnym wagoniku można znaleźć również kilka podstawowych ciepłych dań szybkiej kuchni. Na Krakowskim Przedmieściu i Starym Mieście ciekawych miejsc z charakterem nie brakuje, ale peryferia nie są w tak komfortowej sytuacji. Na sukces inicjatywy składa się z jednej strony nieoczywista lokalizacja, która wbrew pozorom daje duże możliwości, a z drugiej wychodzący od ciekawych kulturalnych wydarzeń, a nie od samej gastronomii pomysł.

piątek, 25 lipca 2014

Artykuł na dziś (IV)



#60 CBA na tropie Burego ** (Cezary Gmyz, Wojciech Wybranowski, Do rzeczy 29/2014); #61 Rosjanie polują na nasze Azoty *** (Wojciech Wybranowski, ibid.); #62 Wina Korwina ** (Piotr Gociek, ibid.); #63 Życia ludzkiego nie można wartościować ** (Tomasz P. Terlikowski, ibid.); #64 Złote dzieci Platformy ** (Kamila Baranowska, ibid.); #65 Sekret Szekspira ** (Waldemar Łysiak, ibid.); #65 III RP, czyli degeneracja ** (Bronisław WIldstein, ibid.); #66 PRL na podsłuchu * (Sebastian Ligarski, Grzegorz Majchrzak, ibid.); #67 Hodowanie zła *** (Marek Magierowski, ibid.); #68 Raj mniemany *** (Paweł Wawrzyński, ibid.); #68 Na dobre i na złe * (Anna Cierpka, Charaktery 7/2014).

sobota, 19 lipca 2014

Disco w polu namiotowym



Decydując się na nocleg na polu namiotowym najlepiej jest przyjechać dopiero pod wieczór i po krótkiej analizie zastanej sytuacji wybrać optymalną lokalizację z akceptowalnym przez nas poziomem hałasu imprezujących sąsiadów. W przeciwnym razie mimo nawet najlepszego miejsca uwzględniającego odległość od jeziora, toalety czy parkingu istnieje duże prawdopodobieństwo iż szybko zostaniemy otoczeni przez grupy rywalizujące ze sobą na moc przywiezionych ze sobą głośników. Wybierając się w okresie wakacyjnym we dwójkę pod namiot na pierwsze lepsze pole namiotowe stawiamy się od razu na przegranej mniejszościowej pozycji. Możemy próbować zawiązywać koalicję z rezydentami pola, których podejrzewamy o podobny stosunek do nadużywającej letniej swobody młodzieży, ale nigdy nie ma gwarancji, że i ten głos nie zostanie zagłuszony.

Na polu namiotowym MPWiK w Białce koło Parczewa wytrzymaliśmy 30 godzin z planowanych trzech dób przedłużonego o wolny piątek ciepłego weekendu. Od ostatniej wizyty w tym miejscu minęło 9 lat i jak się okazało w tym czasie bardzo dużo się zmieniło. Położony w środku lasu, oddalony od umownego centrum miejscowości ośrodek we wspomnieniach pozostawał oazą spokoju urzekającą szumem kołyszących się na wietrze wysokich sosen. Może trafiliśmy na kumulację wyjątkowych gości, wygląda jednak na to, że nasze wyobrażenie znacząco odbiega od dominującego obecnie modelu wypoczynku. Ciepła woda, głośne disco, rozgrzany grill. Wygląda to tak, jakby ludzie uciekali ze zgiełku codzienności w jeszcze większy hałas.

Mimo zapisanej w regulaminie ciszy nocnej w godzinach 22:00 - 6:00, muzyka przestała grać dopiero po godzinie 4:00, kiedy widoczne przez okienko w ścianie namiotu niebo było już gotowe na przywitanie słońca. Noce sąsiadów rozmowy trwały jeszcze w najlepsze, ale pojawiła się nadzieja na choćby prowizoryczne zmrużenie oczu na tych kilka godzin przed powstaniem z martwych zombie zmęczonych całonocną balangą. Trzeba powiedzieć, że poranna granica ciszy nocnej w odróżnieniu od wieczornej jest przestrzegana, bo muzyka stanowiąca tło dla kanapek z pasztetem zapijanych energetykiem pojawiła się dopiero (sic!) przed godziną 7. Fakt, że sobotnie imprezy są zawsze zdecydowanie lepsze od tych piątkowych nie napawał nas nadzieją.

Drugiego dnia pobytu poprosiłem o zwrot części wpłaconej z góry opłaty za pobyt. Miła pani wystosowała w moim kierunku szereg argumentów mających zachęcić mnie do zmiany decyzji (1) będzie problem, bo faktura jest już wystawiona 2) czy zgłaszał Pan te sytuacje ochronie? 3) nie praktykujemy zwrotów, księgowa może robić problemy 4) może przeniesie Pan namiot w inne miejsce), przechodząc później w zapowiedzi odprawienia mnie z kwitkiem (5) mogę Panu dać upust na kolejny pobyt 6) dziś nie ma księgowej, więc będzie problem z korektą 7) jak to zgubił Pan naklejkę na namiot? 8) najwyżej odeślemy Panu pieniądze pocztą 9) no i będę musiała Panu oddać z własnych pieniędzy). Nie mam o to pretensji bo Pani z pewnością nie zdaje sobie sprawy z tego co działo się tutaj poprzedniej nocy.

Wrażenia jakich dostarczył mi ten wyjazd staram się traktować z dystansem, choć muszę przyznać, że było to dla mnie doświadczenie z kategorii tych ekstremalnych, kiedy to można się przekonać jak wiele jesteśmy w stanie znieść. Trzeba z dużą rozwagą wybierać miejsca noclegowe biorąc pod uwagę to z kim wybieramy się na wypoczynek oraz jakiej atmosfery oczekujemy.

piątek, 18 lipca 2014

Reportaż radiowy (XIV)

#162 Na nieprzetartym szlaku ** (Monika Hemperek, 2013); #163 Romantycy morza ** (Monika Hemperek, 2013); #164 Posłuchajmy Pani Lenki ** (Mariusz Kamiński, 2013); #165 Mówię w imieniu umarłych *** (Mariusz Kamiński, 2013); #166 Bractwo od kuchni ** (Monika Hemperek, 2014); #167 Rodzina rodzinie * (Monika Hemperek, 2013); #168 Tajemnica sprzed lat ** (Mariusz Kamiński, 2008); #169 Pani doktor od najmłodszych ** (Katarzyna Michalak, 2013); #170 Przeszkody nie można zdusić ** (Monika Malec, 2013); #171 Potomek zesłańca ** (Mariusz Kamiński, 2013); #172 Światło na stepie *** (Katarzyna Michalak, 2014); #173 Ukryty w liściach ** (Agnieszka Czyżewska-Jacquemet, 2014).

wtorek, 15 lipca 2014

Muzyczna ekstraklasa. Goldfrapp @Lublin



Zacznę od tego, że moja mała wiara nie pozwoliła mi nawet marzyć, że pewnego dnia do naszego pięknego miasta zawita gwiazda światowego formatu z mojej ulubionej półki muzycznej. W chwilach zwątpienia będę przywoływał to wydarzenie jako dowód na to, że nie ma rzeczy niemożliwych. A jaka to jest w ogóle muzyka - pytali znajomi widząc żywy entuzjazm w moich oczach kiedy zapraszałem ich na darmowy koncert na Placu Zamkowym w ramach festiwalu Inne Brzmienia. Przygotowałem na tę okoliczność atrakcyjną marketingowo formułkę zaczerpniętą z polskiej wikipedii, przekonującą, że może być to muzyka atrakcyjna dla szerokiego kręgu odbiorców. Muzyka zespołu w unikalny sposób łączy w sobie awangardową elektronikę, popowe melodie, elementy folku, rocka i disco.

Nie mogliśmy wymarzyć sobie lepszej pogody na ten niedzielny wieczór 13 lipca. Jeszcze pół godziny przed rozpoczęciem koncertu można było zająć najlepsze miejsca bezpośrednio przy scenie. Duża część osób zdecydowała się jednak oglądać widowisko z zamkowego wzgórza. Czułem jednak, że moje miejsce jest wśród prawdziwych fanów w pierwszych rzędach, którym nie trzeba przedstawiać Pani Alison Elizabeth Margaret Goldfrapp. Bez opóźnień, urzekający pod względem muzycznym i wizualnym od pierwszych minut spektakl z pewnością mógł się podobać nawet przypadkowym widzom. Trzeba dodać, że w tym samym czasie miał miejsce finałowy mecz Mistrzostw Świata w Brazylii, którego wynik zdradził ucinający jednocześnie nadzieję na jakiekolwiek bisy Hirek Wrona.

Kanał #lublin w serwisie Instagram zasypały amatorskie zdjęcia z koncertu, a w serwisie Youtube kilka klipów, które zostaną nam na pamiątkę. Szkoda tylko, że w sieci tak trudno znaleźć pisemne relacje, polecę więc jedynie publikację serwisu Tak dużo genialnej muzyki, tak krótkie życie, w której autor przytacza, m.in. wrażenia samej wokalistki, którymi podzieliła się na swoim profilu w serwisie Twitter. 

Setlista: Utopia; You Never Know; Thea; Yellow Halo; Alvar; Little Bird; Lovely Head; Number 1; Train; Ride a White Horse; Strict Machine.

Dotychczasowe koncerty Goldfrapp w Polsce: Heineken Open’er Festival, Gdynia (2004, 2008); Free Form Festival, Warszawa (2010).