Piątkowe popołudnie. Za nami
ciężki dzień. Koszula, sweter, bluza, kurtka, a w torbie płaszcze
przeciwdeszczowe. Pogoda końca maja nas nie rozpieszcza. Trzeba się cieszyć, że
nie będzie burzy z piorunami. W stronę otwartego w tym roku po długim remoncie Ogrodu
Saskiego w gwiaździstym marszu podążają fani dobrej muzyki. Powoli kończy się
koncertowy sezon w naszym akademickim mieście. Bilety kupiłem z odpowiednim
wyprzedzeniem spodziewając się wielkiego zainteresowania. Przecież to pierwszy
solowy koncert Pana Artura w naszym mieście w dodatku ze świetnym materiałem ze
świeżutkiej płyty. Ku mojemu zdziwieniu widownia Muszli Koncertowej przed
zapadnięciem zmroku świeciła niestety licznymi wolnymi miejscami. W mojej
ocenie organizatorzy włożyli trochę za mało wysiłku w promocję wydarzenia.
Kto chciał zobaczyć u siebie jedną
z gwiazd Tent Stage czwartego dnia tegorocznego Open’er Festival (i nie chodzi
tu o Daughter ani Warpaint) ten z pewnością nie przepuścił takiej okazji. W
konsekwencji, jak się później okazało, była to publiczność nieprzypadkowa,
która stanęła na wysokości zadania. Na przewodni koncept scenografii składały
się górujące nad sceną wielkie inicjały AR w otoczeniu licznych ukośników
(slash / backslash), które już za parę chwil miały ożyć jako wielobarwne tło.
Za suport musiały nam wystarczyć podarowane przez sponsora chrupiące paluszki,
bo punktualnie o godzinie 20.30 za rozgrzewanie publiczności zabrała gwiazda
dzisiejszego wieczoru.
Wszystko zaczęło się od hipnotyzującego
Kokonu. Czarna postać na tle
elektronicznych dźwięków i nieśmiało jeszcze pulsujących świateł. Potem
wkroczyliśmy na przebojową playlistę albumu:
Lato 76, Beksa, Krótkie momenty skupienia, Czas, który pozostał, Kot i pelikan,
To co będzie, Syreny i Lekkość. Utwory z płyty zostały
brzmieniowo zagęszczone tak by sprawdzić się na otwartej scenie. Wizualna i
dźwiękowa oprawa stała na najwyższym poziomie. Gra świateł dopełniała muzykę,
którą można było odczuć na własnej skórze. Oprócz materiału z płyty sygnowanej imieniem
i nazwiskiem dostaliśmy Trujące kwiaty i
Dom nauki wrażeń Lenny Valentino oraz
W deszczu maleńkich żółtych kwiatów i Good Day My Angel Myslovitz.
Potem nastąpiła chwila przerwy, w
trakcie której dziewczyny nie szczędziły swoich gardeł. Podczas bisów nikt już
nie siedział, a spora grupa bawiła się pod sceną słuchając Beksy i Czasu, który pozostał
oraz krótkiego i spokojnego zamykającego płytę Pomysłu 2. Podziękowania, ukłony, zejście ze sceny. Dzieło
skończone. Konferansjer próbował wygłosić na koniec kilka ogłoszeń
nieparafialnych, ale głośna publika za nic nie chciała się rozejść. Zespół
inaczej niż w Gdańsku, Łodzi czy Krakowie dał się w końcu przekonać i na
definitywny finał przypomniał przebojowe Syreny.
PS. Kiedy nasz koncert zbliżał
się ku końcowi na Liście Przebojów Programu Trzeciego, dwa single Pana Artura
święciły triumfy zajmując obok siebie dwa pierwsze miejsca.
Artur Rojek, 30 maja 2014, Muszla Koncertowa, Ogród Saski, Lublin,
bilety: 15/30 zł.