– A, to pan… – powiedział, dostrzegając mnie. – Proszę siadać i proszę
też pozwolić mi się przebrać. Zniknął. Rozsiadłem się w fotelu. Nie znałem
człowieka, a ten znał mnie, jak widać, dobrze. Wiedział, że przyjdę. Co nie
jest dziwnym, jednak sprawia, że czuję się nieswojo. Siedziałem długo sam.
Słyszałem dochodzące z sąsiedniego pomieszczenia odgłosy toalety porannej:
mycie zębów, chlapanie wodą, gwizdanie przy goleniu. Wklepywanie wody
kolońskiej w policzki. Długo to trwało. W końcu wrócił do salonu. Odstawiony:
czarna kurtka skórzana, bryczesy, wysokie buty. Dziwnie. Wstałem. Wyciągnął do
mnie rękę. Skóra matowa i sucha od pachnącej lawendą wody kolońskiej. Ogolony
bardzo starannie. – Witkowski jestem. Szczepan Twardoch - Morfina.
poniedziałek, 31 marca 2014
niedziela, 30 marca 2014
Podziemny magazyn
Wyobraźcie sobie z jednej strony
dużą piwnice pełną ponad czterdziestoletniej historii, aż drugiej strony młode
małżeństwo pragnące jak najszybciej zacząć pisać własną historię. Od ponad roku
raz w miesiącu zapuszczam się w podziemia by przerzucać kolejne warstwy
starego, które miesza się już z nowym. Znaleźć tam można dosłownie wszystko,
zdecydowanie zbyt wiele. Tylko zdecydowane decyzje o rozstaniu z pewnymi
gratami pozwalają przetrwać zalew rzeczy względnie nowych. Miejsca na
sentymenty pozostaje bardzo niewiele. Mimo regularnego zaangażowania końca tych
prac jeszcze nie widać, ale wierze, że jeszcze kilka podejść i będzie wreszcie
można zacząć się tam swobodnie poruszać.
sobota, 29 marca 2014
Strona nie istnieje
Kiedy podczas próby logowania na
stronie internetowej banku widzisz komunikat: ‘Strona nie istnieje’ to wiedz,
że coś się dzieje. No chyba, że jest to mBank, który próbuje nakłonić cię do
korzystania z nowej wersji serwisu licząc, że do starego w końcu stracisz
cierpliwość. W mBanku jestem od samego początku i zawsze czułem się tam dobrze.
Wiele banków czaruje dziś potencjalnych klientów nowoczesnymi interfejsami.
Akurat w kwestii bankowości elektronicznej jestem fanem znanych i sprawdzonych
rozwiązań, choć zdaję sobie sprawę, że zmiany są nieuniknione. Nie podobają mi
się tylko metody jakimi próbuje się przerzucić mnie do worka przekonanych do
nowego rozwiązania użytkowników.
środa, 26 marca 2014
Winobranie w supermarkecie
Na półkach naszych codziennych
sklepów pojawia się coraz więcej wina. W mediach raz na jakiś czas pojawiają
się informacje o dobroczynnym wpływie rubinowego napoju. Sklepy wydają katalogi
oferowanych produktów okraszonych wyszukanymi opisami mającymi utwierdzić
klienta w swoim wyborze, kuszą oryginalnym wystrojem przestrzeni zakupowej. Do
idealnego obrazu brakuje niestety doradcy, porady eksperta, który ponad chęć
zysku stawia na najlepsze produkty edukując i kształtując gusta okazjonalnych
konsumentów. W tej sytuacji często jedynym wyjściem jest obarczony dużym
ryzykiem eksperyment, a trzeba dodać, że nie jest to tania zabawa. No chyba, że
będziemy się schylać na te najniższe półki, ale wtedy trafimy najczęściej na
produkty winopodobne, które trudno będzie wypić z uśmiechem na ustach. Cała
sztuka polega na tym, żeby ze średniej półki wyłowić to co jest warte naszego
portfela i podniebienia.
Internet dał prawdziwym
miłośnikom możliwość wyjścia z kagankiem oświaty do szerszej grupy odbiorców.
Dziś kiedy takie osoby przez swoją aktywność uwiarygodniły się w swojej roli
jest to często wykorzystywane przez największych dystrybutorów, którzy wysyłają
im swoje produkty do spróbowania i przedstawienia swoje opinii. W grę mogą
wchodzić czasami i pieniądze mające uprzyjemnić proces przygotowywania
recenzji. Do dyspozycji mamy również strony gromadzące wokół siebie społeczność
internautów gotowych budować ze swoich pojedynczych często nieprofesjonalnych i
bardzo subiektywnych opinii bazę danych z których będzie można wyciągnąć
średnią ocenę.
Na nasze wszystko mające telefony
powoli wkraczają aplikację mające za zadanie wspomaganie naszych decyzji
zakupowych. Wystarczy wpisać nazwę, zrobić zdjęcie etykiety lub zeskanować kod
kreskowy. Niektóre z nich potrafią na podstawie naszej lokalizacji wyświetlić
listę produktów, które powinny znajdować się na półkach posortowane według
oceny. Na tym etapie polskie aplikacje dostosowane do lokalnego rynku są
jeszcze niedoskonałe czy to ze względu na skromne bazy, jakość treści czy
wygodę korzystania. Takie rozwiązania dopiero zdobywają popularność oraz
kolejnych użytkowników i trzeba mieć nadzieję, że za jakiś czas uda się dogonić
zagraniczne odpowiedniki.
poniedziałek, 24 marca 2014
Narodziny technosceptyka
Kilka już razy na tych łamach zastanawiałem się w jaki sposób technologia, a w szczególności globalna sieć wpływa na nasz styl życia. Z wielkim zainteresowaniem śledzę publikacje poruszające to zagadnienie od strony psychologicznej czy socjologicznej. Technologia w takiej czy innej postaci obecna jest na każdym kroku, otacza nas z każdej strony. Korzystam z niej codziennie, ale od czasu do czasu dopada mnie przeświadczenie, że te wszystkie zmiany zachodzą zbyt szybko, że tracimy stabilny punkt odniesienia, który nie pozwalałby nam w tym wszystkim zwariować. Nie chciałbym kreować się na technokrytyka, ale odrobina sceptycyzmu mogłaby nam wszystkim wyjść na zdrowie.
Przechodzę od bezwiednego
wykorzystywania podsuwanych nam kolejno pod nos rewolucyjnych rozwiązań do
przewidywania jakie może mieć to konsekwencje zarówno dla mnie jako
indywidualnego użytkownika jak i w szerszym kontekście pewnej zbiorowości. Zastanawiam się jaki może mieć to wpływ na sposób
myślenia, zachowanie, nawyki. Daleki jestem jednak od wydawania sądów
ostatecznych z uwagi na zagrożenie popełnienia błędu projekcji. Kolejne badania
naukowe zdają się jednak tylko potwierdzać pewne zauważalne od jakiegoś czasu
trendy. Niepokojące symptomy powinny skłaniać do spojrzenia na to zjawisko z
szerszej perspektywy nawet jeśli wiązałoby się to z wypadnięciem na jakiś czas poza
krąg określonego stopnia wtajemniczenia. (cdn)
czwartek, 20 marca 2014
Wieczorna refleksja
Czas na wieczorną refleksję, na
te kilka chwil kiedy będę mógł odpowiedzieć sobie na pytanie za co jestem
wdzięczny, co mnie dziś poruszyło, co zainspirowało. Muszę przyznać, że nie
udało mi się nie wziąć udziału w zmasowanym ataku nieprzebranych tłumów na nowe
centrum handlowe. W takich miejscach jak w soczewce skupia się obraz
współczesnej rzeczywistości. Każdy dzień, każda chwila jest okazją do
spełniania swoich marzeń, nawet tych nieuświadomionych, które daliśmy sobie
wmówić. Konsumpcyjna nadaktywność jest jednocześnie usprawiedliwieniem ucieczki
od głębszej refleksji, chwilowej zadumy nad rzeczami istotnymi. Przepustka do
lepszego samopoczucia wydaje się być na wyciągnięcie ręki.
Jak zwykle obserwuję twarze ludzi
będących w swoistym transie, któremu jednak daleko do kontemplacji. Trudno
wymagać by miejsce to skłaniało do medytacji, ale mimo wszystko jestem ciekawy
czy ktoś w tym tłumie zastanawia się jeszcze dokąd to wszystko zmierza. Kasjerka
pakuje moje spożywcze zakupy jakbym nie był w stanie sam sobie z tym poradzić,
sprowadzając mnie do roli bezwolnego
obiektu transfuzji środków płatniczych. Dla swojej wygody utwierdza się mnie w
przekonaniu, że po ciężkim dniu pracy jestem już tak zmęczony, że tego typu
usługa należy mi się z automatu, ale dostanę ją tylko tutaj. Następnym razem
jednak sam zajmę się tymi zakupami.
W obuwniczym nawiązuję kontakt z
jedną ze zmęczonych asystentek, które mimo tego, że pracują z ludźmi to wydaje
mi się, że relacje z klientem sprowadzają się do lokalizacji upatrzonych butków
w odpowiednim rozmiarze. W pewnym momencie wśród półek zauważam osobę na wózku
obok której czuwał osobisty anioł stróż. Z pewnością wiele już ze sobą
przeszli, ale widać, że są szczęśliwi i wdzięczni losowi za to co mają.
Zastanawiam się czy na co dzień, tak jak my kłócą się o rzeczy zupełnie
nieistotne. Obraz ten skłonił mnie do głębszej refleksji i wysnucia wniosku, że
pojęcie wdzięczności jest w moim przypadku silnie splątane z pojęciem
współczucia.
Wdzięczni za to co dał nam los
zaczynamy być kiedy ocieramy się o cierpienie innych. Jesteśmy jednak skutecznie
izolowani od ludzi, sytuacji, wszelkich obrazów, które mogłyby budzić nasze
współczucie. Nawet nie zauważyliśmy kiedy zaczęliśmy się odwracać od siebie
nawzajem, by w spokoju zająć się kupowaniem szczęścia. Międzyludzkie relacje
zdają się zmieniać w błyskawicznym tempie i nie ma co liczyć na choćby
najmniejszą stabilizację w bieżącym pokoleniu. Walczymy o zachowanie ginących języków,
gdy tymczasem wydaje się, że bezpowrotnie tracimy tradycje dnia codziennego,
kulturę małych wspólnot. Na dziś już wystarczy. Przez bramę równonocy wiosennej
wchodzimy w lepszą połowę roku.
wtorek, 18 marca 2014
Kliknij 'dalej'
Kiedyś wgrywało się system
operacyjny z dyskietki do komputera, samotnej, niezależnej jednostki poddanej
tylko nam. Dziś, kiedy powoli oddajemy suwerenność w zamian za przynależność do
sieciowej wspólnoty wszystko zaczyna wymykać się spod naszej kontroli. Komputer
uwiązany na internetowej smyczy bez pytania przechodzi w stan aktualizacji,
mimo, że dzień wcześniej nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń co do jego działania.
Coś się zmienia, dostajemy upgrade dla własnego dobra. Ma być szybciej,
bezpieczniej, a my nie musimy sobie zawracać głowy zawiłymi technikaliami.
Wystarczy, że kilka razy klikniemy przycisk z napisem „dalej” akceptując
wszystkie warunki, udzielając autoryzacji, zgody na przetwarzanie danych
osobowych, między wierszami sprzedając komuś własną duszę.
Komputery chcą o nas wiedzieć
coraz więcej, patrzą na nas oczami uzbrojonymi w soczewki o coraz większej
rozdzielczości. Moja jednostka potrafi włączyć się w środku nocy jakby chciała
sprawdzić czy u mnie wszystko w porządku. Kiedy wyręcza się w ludzi w coraz
większym zakresie przestają myśleć, oddając się całkowicie na łaskę lub
niełaskę wielkiego administratora. Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Skrupulatnie
czytać zawiłe warunki czy świadomie zrezygnować z tego czy innego rozwiązania?
Walczyć o niezależność tą samą bronią, którą próbuje się nam ją odebrać czy
zaakceptować ułudę względnej niezależności w teleinformatycznym środowisku?
poniedziałek, 17 marca 2014
Najlepsze artykuły (I)
Przepowiednia milczy *** (Paulina
Wilk, Tygodnik Powszechny, 1/2014); Rozwój miasta Chełma w okresie
międzywojennym *** (Barbara Litwin, Powinność, Kwiecień 2011); Kwestia
„chełmska” w polityce rosyjskiej (1864-1915) *** (Jan Paszkiewicz, Powinność, Czerwiec
2012); Szlaki Chełmskiego Parku Krajobrazowego i ich najtrudniejsze odcinki ***
(Paweł Łapiński, Piotr Staroń, Powinność, Sierpień 2012); Strategia Odyseusza
*** (rozmowa z Ulrichem Schnabelem, Robert Siewiorek, Gazeta Wyborcza,
21.02.2014); Piekło online *** (Anna Piotrowska, Rzeczpospolita, Plus Minus,
22.02.2014); Włosy nasze powszednie *** (Julianna Jonek, Akcent 4/2013); Gdy
goni nas czas *** (Dorota Krzemionka rozmawia z Marią Król-Fijewską i Piotrem Fijewskim, Charaktery
3/2014); Wolni od napięcia *** (Martyna Goryniak, Charaktery 3/2014)
niedziela, 16 marca 2014
Artykuł na dziś (I)
Jak oszczędzić sobie nerwów **
(Agnieszka Chrzanowska, Charaktery 3/2014); Gdy goni nas czas *** (Dorota
Krzemionka rozmawia z Marią
Król-Fijewską i Piotrem Fijewskim, Charaktery 3/2014); Wolni od napięcia
*** (Martyna Goryniak, Charaktery 3/2014); Jak odkryć w pracy sens ** (Kirsten
Weir, Charaktery 3/2014); Do dwóch razy sztuka * (Beata Banasiak-Parzych,
Charaktery 3/2014); Leczenie jak z nut * (Maciej Kierył, Charaktery 3/2014); Przyglądam
się swoim synom * (Krzysztof Śliwiński, Charaktery 3/2014); Złudzenia na swój
temat * (David Dunning, Charaktery 3/2014); Magia filmu ** (Paulina Pająk
rozmawia z Allanem Starskim, Charaktery 3/2014); Autorytet * (Jacek Wojtysiak,
Charaktery 3/2014)
piątek, 14 marca 2014
Serialowe pewniaki
Seans filmowy to zawsze wielka
niewiadoma. Nawet jeżeli znamy reżysera, lubimy występujących aktorów, znamy historię
na podstawie którego powstał scenariusz nie mamy pewności czy całość chwyci na
za serce czy też z trudem dotrwamy do napisów końcowych. Z drugiej strony
premiera nowego odcinka ulubionego serialu jest wydarzeniem, kiedy wiemy, że
naprawdę warto zasiąść na sześćdziesiąt minut przed telewizorem. Każdy z nas ma
swoją własną pierwszą ligę, której rozgrywki śledzi na bieżąco. Początki bywają
trudne, ale by znaleźć swoje klimaty trzeba obejrzeć kilka pilotów, a
różnorodność sprawia, że każdy znajdzie coś dla siebie. Potem leci już gładko,
a każdy ma swoją ulubioną strategię. Jeden ogląda jeden odcinek za drugim
zarywając niejedną nockę. Inny stopniowo dawkuje sobie tę przyjemność w
granicach zdrowego rozsądku. Czasem popularność pcha producentów do kręcenia
kolejnych sezonów, których poziom jest nierówny, a my oglądamy kolejne odsłony
już tylko z przyzwyczajenia. Niemniej jednak na horyzoncie zawsze jest jakaś
nowość na którą warto zwrócić uwagę. Specyficzny klimat, ciekawi bohaterowie,
oryginalna historia potrafią przykuć naszą uwagę na długie lata. Wszystko co
dobre kiedyś się jednak kończy, a my zdajemy sobie sprawę, że rozpoczynając tę
popkulturalną przygodę byliśmy w zupełnie innym miejscu. Dalszy ciąg nie
nastąpi.
środa, 12 marca 2014
Żywe rzeżby
(…) to jaki ktoś jest, w dużym
stopniu zależy od tego, z kim jest. / Ujawniamy bowiem tendencję do
zachowywania się zgodnie z tym, czego oczekują od nasz inni, szczególnie ci
bliscy. / Zgodnie z nim [efekt Pigmaliona] rośnie szansa, że partner okaże się wspaniałą
osobą, jeśli tego od niego oczekujemy. / Próbujemy budować stałe związki na
ruchomych piaskach uczuć. / Rodzinna historia staje się kalką, przez którą
rysujemy siebie i partnera. / (…) partner o podobnych poglądach utwierdza nas w
poczuciu, że mamy rację. Lubimy siebie, więc w naturalny sposób przenosimy
przychylność na kogoś, kto nas przypomina.
A im bardziej się angażujemy, im
więcej nas łączy, tym bardziej na siebie wpływamy. / (…) rzeźbimy partnera
poprzez afirmacje behawioralne – wspieramy go emocjonalnie oraz przez konkretne
działania, dzięki którym może on zbliżyć się do urzeczywistnienia swych marzeń.
/ Nikomu nie zostaje zaoszczędzi be wzięcie odpowiedzialności za sterowanie
własnym życiem. / Działania pozwalające utrzymać miłość na dłużej, wymagają nie
tylko poświęcenia i wysiłku, ale także mądrości partnerów. / Kiedy jednak
historia związku wyjdzie poza fazę miłości romantycznej, to co się dzieje
„samo”, działa raczej na szkodę niż korzyść uczuć. Żródło: Ryń Dariusz, Jak maluje nas miłość, Charaktery nr 203
(12/2013), s. 18-27.
wtorek, 11 marca 2014
Zara carbonara
Makaron (500g) ugotować al dente.
W tym czasie boczek (200g) pokroić w kostkę, czosnek (1-3 ząbki) posiekać.
Boczek podsmażyć na chrupiące skwarki, pod koniec dodać czosnek i smażyć, aż
całość zacznie intensywnie pachnieć. Do naczynia wlać kremówkę 30% (200ml) i
wbić jajka (2szt.). Trzepaczką ubić kremówkę z jajkami na lekką, pienistą masę,
szczyptę soli, pieprz i zioła. Ponownie dokładnie wymieszać. Makaron odcedzić i
z odrobiną wody z gotowania włożyć ponownie do garnka, postawić na minimalnym
ogniu. Dodać boczek z czosnkiem i wytopionym tłuszczem, a następnie wlać masę
śmietanowo-jajeczną i szybko mieszać, aż ser się stopi, a sos oblepi makaron. Źródło:
Renata Chodorowska, Claudia 3/2014.
poniedziałek, 10 marca 2014
Lublin luby Włochy
I nieoficjalny ranking
popularności profili Facebook lubelskich restauracji z kuchnią włoską włoską: Giuseppe,
(979) Hipoteczna 3; Trattoria Bagatto (843), Peowiaków 2; Cucina &
Caffetteria Italiana Auriga (552), Hempla 5; Dolce Vita (473), Krakowskie 36;
Atrium (463), Rynek 2; Oregano Cafe (447), Kościuszki 7; Restauracja Rzymska
Aventino (432), Grodzka 1; Restauracja Trattoria (376) Hryniewieckiego 70; La
Casa (343), Obrońców Pokoju 14; Portofino (252), Krężnica 94; Toskania (246),
Chopina 13; Mariano Italiano (245), Kunickiego 65; Valentino. Chleb i Wino
(239), Konopnica 163a; Restauracja Casablanca (172), Krakowskie Przedmieście 2;
Encepence (123), Kaprysowa 2; Restauracja Grottarossa (111), Staszica 12;
Trattoria Frascati (94), Chopina 35.
niedziela, 9 marca 2014
(599) Reportaż radiowy (V)
#49 U masażysty ** (Monika
Hemperek, 2014); #50 Psie dziedzictwo ** (Mateusz Sadowski, 2014); #51 Andrew i
Dasza * (Małgorzata Sawicka, 2014); #52 Zagubione drzwi *** (Małgorzata
Sawicka, 1996); #53 Ród Kołdunów (Agnieszka Czyżewska – Jacquemet, 2011); #54
Jakiś inny *** (Katarzyna Michalak, 2013); #55 Chciałabym być bocianem ** (Agnieszka
Czyżewska-Jacquemet, 2014); #56 Mój milion dolarów * (Katarzyna Michalak,
2014); #57 Ze stadionu do muzeum * (Mariusz Kamiński, 2014); #58 Zobaczyć inny
świat * (Monika Hemperek, 2014); #59 Szansa dla mnie * (Agnieszka
Czyżewska-Jacquemet, 2014); #60 Taka bezradność** Agnieszka Czyżewska-Jacquemet,
2014); #61 Żeby dusza nie kulała ** (Katarzyna Michalak, 2014)
sobota, 8 marca 2014
(598) Pustki między półkami (2)
Jestem ciekawy jaki cel
wyznaczyli sobie właściciele sieci i ile dali sobie czasu na jego osiągnięcie.
Kiedy bowiem patrzy się na to przedsięwzięcie z boku to nie wygląda to
najlepiej. Wśród pracowników nie widać tego entuzjazmu co na początku. Po
trzech miesiącach działalności z pewnością część umów na okres próbny nie
została przedłużona. Problem lokalizacji, mit drożyzny czy jeszcze coś innego? W
tym samym czasie ludzie stoją w długich kolejkach w Stokrotkach, Aldikach i
dużych hipermarketach, o portugalskich i niemieckich dyskontach nie
wspominając. Szkoda by było stracić taki sklep, bo to by oznaczało, że nic już
nie uratuje mijanego przeze mnie codziennie Color Parku.
piątek, 7 marca 2014
(597) Pustki między półkami (1)
Sklepy spożywcze dzielę na trzy
grupy: duże, gdzie robię zakupy na co najmniej kila dni, średnie, gdzie zaopatruję
się na dzień kolejny i małe do których wstępuję po drodze lub gdy w domu czegoś
zabraknie. Piotr i Paweł ze względu na wygodny dojazd, duży wybór produktów i krótkie
kolejki stał się dla mnie miejscem wieczornych zakupów. Na początku mały tłok
był dla mnie wielkim atutem, ale podczas kolejnych wizyt dało się zauważyć, że
bywają takie dni kiedy liczba personelu przewyższa liczbę klientów
spacerujących między półkami z których każdy jest dla nich nie lada atrakcją. (cdn)
czwartek, 6 marca 2014
(596) Dziewięćdziesiąta czwarta dziesiątka
#941 Phil Collins - If leaving me is easy (Face
Value, 1981); #942 Rebeka - Stars (Hellada, 2013); #943 The Handsome Family -
Far From Any Road (Singing Bones, 2003); #944
Johnny Cash - She Used To Love Me A Lot (Out Among The Stars, 2014); #945 Beck - Blue Moon
(Morning Phase, 2014); #946 Misia Ff - Tales of Las Negras (Epka, 2013); #947
Damon Albarn - Everyday Robots (Everyday Robots, 2014); #948 Barbara
Szelągiewicz – Entangled; #949 Phil Collins - Take Me Home (No Jacket
Required, 1985); #950 Artur Rojek
- Beksa (Składam się z ciągłych powtórzeń, 2014) / 26 stycznia – 5 marca
2014
środa, 5 marca 2014
(595) Lublin Cafe (2)
Na deser moto kalejdoskop oraz kawałeczek
tekstu o rynku mieszkaniowym i ranking najpopularniejszych aut w województwie. Nie
można mieć pretensji pretensji o to, że w gazetach pojawiają się coraz
liczniejsze artykuły sponsorowane czy metry kwadratowe reklam, bo zawsze jest
nadzieja, że gdzieś pomiędzy znajdą się wartościowe treści. Może oczekuję zbyt
wiele po czymś co z założenia miało być zwykłą gazetką reklamową. Może reklamodawcy
będą zadowoleni z możliwości umieszczenia swojego kontentu w wydawnictwie
żyjącym z założenia dłużej niż jeden dzień. Szkoda jedynie, że mając takich
partnerów nie udało się stworzyć czegoś ciekawszego co mogłoby okazać się wartą
uwagi nową jakością na naszym malutkim rynku prasowym.
wtorek, 4 marca 2014
(594) Lublin Cafe (1)
Kurier Lubelski posiada już dwa
dodatki specjalne, których celem jest podniesienie wartości wydania piątkowego.
W ostatnim tygodniu do wydania czwartkowego dołączony został pierwszy numer
nowego dodatku Lublin Cafe, który postanowiłem przetestować na własnych oczach.
Na trzydzieści dwie strony, większość z nich to reklama sensu stricte oraz nudnawe
artykuły. Pozostała część stanowi mieszankę najróżniejszych zupełnie
nieprzystających do siebie treści strawnych chyba jedynie przy czytaniu na
wyrywki przez bliżej nieokreślonego czytelnika podczas mieszania herbaty. Dwie
przypadkowe rozmowy z aktorką z Pomorza oraz czarnoskórym kucharzem, okładkowy
tekst o lokalnej mistrzyni świata w karate tradycyjnym, zapowiedź koncertu oraz
flesz z życia lubelskich sfer. (cdn)
poniedziałek, 3 marca 2014
(593) Strategia Odyseusza*
"Dlaczego zamiast po prostu
odpoczywać, kupujemy sobie okazje do odpoczywania: książki, płyty, wczasy za granicą
– jak gdyby samo nabywanie tych dóbr dawało gwarancję odpoczynku. (…) W
rezultacie tylko wydajemy pieniądze i jesteśmy jeszcze bardziej sfrustrowani, a
nasze nadzieje na odpoczynek się nie spełniają. / (…) w naszym bardzo zajętym
świecie powinniśmy mieć jakieś wyspy lenistwa, by się zregenerować (…). W
przeciwnym wypadku skazujemy się na chodzenie w kieracie i nie potrafimy
widzieć naszego życia takim, jakim ono jest. Stajemy się podatni na choroby
albo po prostu umieramy. Życie, które i bez tego biegnie szybko, nagle się
kończy." *Strategia Odyseusza [rozmowa
Roberta Siewiorka z Ulrichem Schnabelem], Gazeta Wyborcza, 22.02.2014 r., s.
niedziela, 2 marca 2014
(592) Genesis Classic. Live in Lublin (8)
Po koncercie nie mogłem się już
oprzeć trzypłytowemu wydawnictwu pt. Ray Wilson & the Berlon Symphony
Ensemble Genesis Classic Live In Poznan,
tym bardziej, że mimo wyczerpującego występu Ray wraz z bratem odpowiedzieli na
potrzeby fanów w zakresie pamiątkowych fotografii i autografów. Melodie z koncertu jeszcze długo
siedziały mi w głowie. Kolejny wieczór spędziłem na
wyszukiwaniu w sieci dobrej jakości nagrań koncertowych z bogatej trasy w której
właśnie znajdują się muzycy, ale to już historia na inną okazję. PS. Pełna setlista utworów w
kolejności alfabetycznej znajduje się tutaj. Ray Wilson & Quartet –
Genesis Classic, Centrum Kongresowe Uniwersytetu Przyrodniczego, Lublin, 22.02.2014
r. godzina 19. Bilety: 80, 90, 100, 110 zł.
sobota, 1 marca 2014
(591) Genesis Classic. Live in Lublin (7)
Z utworów spoza dorobku zespołu Genesis bardzo dobrze zabrzmiały Tale From a Small Town, Sarah, The Actor czy Inside, kończąc na piosenkach z trochę innej beczki jak Swing Your Bag oraz The Airport Song. Koncert zakończyła niesamowita Mama w której pierwsze skrzypce zagrał potężny wokal Raya, który mimo wymagającego koncertu, stanął na wysokości zadania, okraszając wykonanie swoją wersją znanego grymasu Phila. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się tak dobrego widowiska. Słuchając wokalu Raya w klasycznych utworach Genesis trzeba powiedzieć, że panowie Mike i Tony już prawie te dwadzieścia lat temu dokonali świetnego wyboru. Momentami w jego głosie słyszałem pewne charakterystyczne echa rewelacyjnych wokali Phila i Petera. (cdn)
Subskrybuj:
Posty (Atom)