sobota, 19 lipca 2014

Disco w polu namiotowym



Decydując się na nocleg na polu namiotowym najlepiej jest przyjechać dopiero pod wieczór i po krótkiej analizie zastanej sytuacji wybrać optymalną lokalizację z akceptowalnym przez nas poziomem hałasu imprezujących sąsiadów. W przeciwnym razie mimo nawet najlepszego miejsca uwzględniającego odległość od jeziora, toalety czy parkingu istnieje duże prawdopodobieństwo iż szybko zostaniemy otoczeni przez grupy rywalizujące ze sobą na moc przywiezionych ze sobą głośników. Wybierając się w okresie wakacyjnym we dwójkę pod namiot na pierwsze lepsze pole namiotowe stawiamy się od razu na przegranej mniejszościowej pozycji. Możemy próbować zawiązywać koalicję z rezydentami pola, których podejrzewamy o podobny stosunek do nadużywającej letniej swobody młodzieży, ale nigdy nie ma gwarancji, że i ten głos nie zostanie zagłuszony.

Na polu namiotowym MPWiK w Białce koło Parczewa wytrzymaliśmy 30 godzin z planowanych trzech dób przedłużonego o wolny piątek ciepłego weekendu. Od ostatniej wizyty w tym miejscu minęło 9 lat i jak się okazało w tym czasie bardzo dużo się zmieniło. Położony w środku lasu, oddalony od umownego centrum miejscowości ośrodek we wspomnieniach pozostawał oazą spokoju urzekającą szumem kołyszących się na wietrze wysokich sosen. Może trafiliśmy na kumulację wyjątkowych gości, wygląda jednak na to, że nasze wyobrażenie znacząco odbiega od dominującego obecnie modelu wypoczynku. Ciepła woda, głośne disco, rozgrzany grill. Wygląda to tak, jakby ludzie uciekali ze zgiełku codzienności w jeszcze większy hałas.

Mimo zapisanej w regulaminie ciszy nocnej w godzinach 22:00 - 6:00, muzyka przestała grać dopiero po godzinie 4:00, kiedy widoczne przez okienko w ścianie namiotu niebo było już gotowe na przywitanie słońca. Noce sąsiadów rozmowy trwały jeszcze w najlepsze, ale pojawiła się nadzieja na choćby prowizoryczne zmrużenie oczu na tych kilka godzin przed powstaniem z martwych zombie zmęczonych całonocną balangą. Trzeba powiedzieć, że poranna granica ciszy nocnej w odróżnieniu od wieczornej jest przestrzegana, bo muzyka stanowiąca tło dla kanapek z pasztetem zapijanych energetykiem pojawiła się dopiero (sic!) przed godziną 7. Fakt, że sobotnie imprezy są zawsze zdecydowanie lepsze od tych piątkowych nie napawał nas nadzieją.

Drugiego dnia pobytu poprosiłem o zwrot części wpłaconej z góry opłaty za pobyt. Miła pani wystosowała w moim kierunku szereg argumentów mających zachęcić mnie do zmiany decyzji (1) będzie problem, bo faktura jest już wystawiona 2) czy zgłaszał Pan te sytuacje ochronie? 3) nie praktykujemy zwrotów, księgowa może robić problemy 4) może przeniesie Pan namiot w inne miejsce), przechodząc później w zapowiedzi odprawienia mnie z kwitkiem (5) mogę Panu dać upust na kolejny pobyt 6) dziś nie ma księgowej, więc będzie problem z korektą 7) jak to zgubił Pan naklejkę na namiot? 8) najwyżej odeślemy Panu pieniądze pocztą 9) no i będę musiała Panu oddać z własnych pieniędzy). Nie mam o to pretensji bo Pani z pewnością nie zdaje sobie sprawy z tego co działo się tutaj poprzedniej nocy.

Wrażenia jakich dostarczył mi ten wyjazd staram się traktować z dystansem, choć muszę przyznać, że było to dla mnie doświadczenie z kategorii tych ekstremalnych, kiedy to można się przekonać jak wiele jesteśmy w stanie znieść. Trzeba z dużą rozwagą wybierać miejsca noclegowe biorąc pod uwagę to z kim wybieramy się na wypoczynek oraz jakiej atmosfery oczekujemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz