Decydując się na nocleg na polu
namiotowym najlepiej jest przyjechać dopiero pod wieczór i po krótkiej analizie
zastanej sytuacji wybrać optymalną lokalizację z akceptowalnym przez nas
poziomem hałasu imprezujących sąsiadów. W przeciwnym razie mimo nawet
najlepszego miejsca uwzględniającego odległość od jeziora, toalety czy parkingu
istnieje duże prawdopodobieństwo iż szybko zostaniemy otoczeni przez grupy
rywalizujące ze sobą na moc przywiezionych ze sobą głośników. Wybierając się w
okresie wakacyjnym we dwójkę pod namiot na pierwsze lepsze pole namiotowe stawiamy
się od razu na przegranej mniejszościowej pozycji. Możemy próbować zawiązywać
koalicję z rezydentami pola, których podejrzewamy o podobny stosunek do nadużywającej
letniej swobody młodzieży, ale nigdy nie ma gwarancji, że i ten głos nie
zostanie zagłuszony.
Na polu namiotowym MPWiK w Białce
koło Parczewa wytrzymaliśmy 30 godzin z planowanych trzech dób przedłużonego o
wolny piątek ciepłego weekendu. Od ostatniej wizyty w tym miejscu minęło 9 lat
i jak się okazało w tym czasie bardzo dużo się zmieniło. Położony w środku lasu,
oddalony od umownego centrum miejscowości ośrodek we wspomnieniach pozostawał
oazą spokoju urzekającą szumem kołyszących się na wietrze wysokich sosen. Może trafiliśmy
na kumulację wyjątkowych gości, wygląda jednak na to, że nasze wyobrażenie
znacząco odbiega od dominującego obecnie modelu wypoczynku. Ciepła woda, głośne
disco, rozgrzany grill. Wygląda to tak, jakby ludzie uciekali ze zgiełku codzienności
w jeszcze większy hałas.
Mimo zapisanej w regulaminie
ciszy nocnej w godzinach 22:00 - 6:00, muzyka przestała grać dopiero po
godzinie 4:00, kiedy widoczne przez okienko w ścianie namiotu niebo było już
gotowe na przywitanie słońca. Noce sąsiadów rozmowy trwały jeszcze w najlepsze,
ale pojawiła się nadzieja na choćby prowizoryczne zmrużenie oczu na tych kilka
godzin przed powstaniem z martwych zombie zmęczonych całonocną balangą. Trzeba
powiedzieć, że poranna granica ciszy nocnej w odróżnieniu od wieczornej jest
przestrzegana, bo muzyka stanowiąca tło dla kanapek z pasztetem zapijanych
energetykiem pojawiła się dopiero (sic!) przed godziną 7. Fakt, że sobotnie imprezy
są zawsze zdecydowanie lepsze od tych piątkowych nie napawał nas nadzieją.
Drugiego dnia pobytu poprosiłem o
zwrot części wpłaconej z góry opłaty za pobyt. Miła pani wystosowała w moim
kierunku szereg argumentów mających zachęcić mnie do zmiany decyzji (1) będzie
problem, bo faktura jest już wystawiona 2) czy zgłaszał Pan te sytuacje
ochronie? 3) nie praktykujemy zwrotów, księgowa może robić problemy 4) może przeniesie
Pan namiot w inne miejsce), przechodząc później w zapowiedzi odprawienia mnie z
kwitkiem (5) mogę Panu dać upust na kolejny pobyt 6) dziś nie ma księgowej,
więc będzie problem z korektą 7) jak to zgubił Pan naklejkę na namiot? 8) najwyżej
odeślemy Panu pieniądze pocztą 9) no i będę musiała Panu oddać z własnych pieniędzy).
Nie mam o to pretensji bo Pani z pewnością nie zdaje sobie sprawy z tego co
działo się tutaj poprzedniej nocy.
Wrażenia jakich dostarczył mi ten
wyjazd staram się traktować z dystansem, choć muszę przyznać, że było to dla
mnie doświadczenie z kategorii tych ekstremalnych, kiedy to można się przekonać
jak wiele jesteśmy w stanie znieść. Trzeba z dużą rozwagą wybierać miejsca
noclegowe biorąc pod uwagę to z kim wybieramy się na wypoczynek oraz jakiej
atmosfery oczekujemy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz