EGMONT Joker (2011); Liga
sprawiedliwości [1] Początek (2013); ALBATROS Mroczna wieża [1] Narodziny
rewolwerowca (2010); Mroczna wieża [2] Długa droga do domu (2010); Mroczna
wieża [3] Zdrada (2011); Mroczna wieża [4] Upadek Gilead (2012); MUCHA COMICS
Wolverine: wróg publiczny [1] (2011); Wolverine : wróg publiczny [2] (2011); New
Avengers [1] Ucieczka (2011); New Avengers [2] Sentry (2011); New Avengers [3]
(2012); Thor: Wikingowie (2011); Byłem bogiem
(2011); Detektyw Fell: zdziczałe miasto (2011); DC COMICS Batman: year one (2012); Batman: The Dark
Knight Returns (2002) + Niezwykła historia Marvel Comics (Wydawnictwo
SQN, 2013) [wydawnictwa dostępne w Bibliotece Multimedialnej, ul. Szaserów
13-15, Lublin].
poniedziałek, 30 czerwca 2014
niedziela, 29 czerwca 2014
Magia letniego brzasku
Rodzące
się w nocnej ciszy światło to zjawisko, które na własne oczy warto zobaczyć
przynajmniej raz w ciągu roku poświęcając te kilka godzin własnego snu. Będzie
jeszcze piękniej jeśli znajdziemy się wtedy na wzniesieniu z którego
rozpościerać się będzie widok na wschodnią część nieba. Cisza letniej nocy
wypełniająca się śpiewem powoli budzących się ptaków zdaje się być najpiękniejszą
muzyką o tej porze. Jednak sobotnia noc to również czas mojego ulubionego
trójkowego Atelier. Jeżeli w ciągu dnia dzięki nagraniom fanów audycji muzyka i
słowo Pani Anny sprawdzają się bardzo dobrze to w jej naturalnym nocnym
środowisku brzmią rewelacyjnie.
piątek, 27 czerwca 2014
Łazienkowe wojny
Nawet jeśli nie planujesz w
najbliższym czasie remontu własnej łazienki z pewnością twojej uwadze nie
umknęła ofensywa reklamowa dwóch lubelskich salonów oferujących takowe
wyposażenie. Nie uchodzi to uwadze pozostałych konkurentów z mniejszym budżetem
marketingowym lub odmiennej strategii, bo możemy znaleźć miejsca gdzie obok
siebie stoją reklamy aż trzech sklepów z tej branży. Reklama w pobliżu salonu
konkurenta, marketów budowlanych, sklepów meblowych czy nowooddanych i
budujących się bloków. Patrząc na liczbę nośników wydaje się, że w grę mogą wchodzić
duże pieniądze. Przekaz nie jest specjalnie wyszukany. W pamięci pozostają jedynie
wyraźne hasła przedmiotu działalności raz na ciemnym, a raz na jasnym tle.
Doszło nawet do tego, że jedna z
firm zasłoniła gigantycznym bannerem dobrze eksponowaną elewację salonu drugiej
firmy. Jestem ciekawy czy jest między nimi jakaś istotna różnica oprócz położenia
w dwóch różnych częściach miasta. W komunikacji reklamowej nie ma o tym ani
słowa. Jakiś czas temu mogliśmy spotkać tablice prezentujące na plakacie
siłującego się łańcuchami muskularnego który jak się wydaje miał przyciągnąć
uwagę pań, które często w swoje ręce biorą wyzwanie aranżacji łazienkowych
przestrzeni. Jedno w tym przypadku może rzeczywiście cieszyć. Oba salony walczą
o uwagę klientów, którzy często próbują iść na skróty decydując się na zakupy w
markecie budowlanym.
czwartek, 26 czerwca 2014
Tylko spokój może nas uratować
Spokojny
chód, staranne pismo, opanowanie w każdej sytuacji. Trening osobowości trwa 24
godziny na dobę i można być pewnym, że nigdy tak na dobre się nie zakończy.
Zanim jedne rzeczy wejdą nam w nawyk pojawią się nowe priorytety. Jasno
określone cele mogą jednak przyczynić się do kształtowania pojedynczych
zachowań, które składają się na całokształt. Nie ukrywam, że czasami
zastanawiam się jak mnie widzą inni. Wnioski płynące z tej refleksji traktuję
dosyć instrumentalnie jako zasilacz motywacji pojawiający się przy okazji
realizacji wewnętrznie umocowanych zamierzeń. Czy możliwe jest stosowanie
powyższych założeń w ciągle przyspieszającym świecie, który jak się wydaje
momentami wypada ze swoich torów?
wtorek, 24 czerwca 2014
Nie oceniaj po okładce
Patrząc
na okładki książek Alice Munro wydanych przez Wydawnictwo Literackie można by
było powiedzieć, że reprezentują one nurt literatury kobiecej, który
niekoniecznie zainteresuje męskiego czytelnika. Rekomendacje kolejnych książek
z Trójkowym znakiem jakości prezentowane przez Pana Michała Nogasia w piątkowe
poranki podczas audycji redaktora Manna przekonały mnie że jednak warto
zapamiętać to nazwisko. W międzyczasie jak grom z jasnego nieba gruchnęła
wiadomość o najwyższym literackim wyróżnieniu od szwedzkiej akademii. Przez
swoją opieszałość nie mogę dziś powiedzieć że czytałem Alice Munro zanim to
było modne. Postanowiłem spokojnie przeczekać największą gorączkę zawiązania z
odkrywaniem twórczości kanadyjskiej autorki.
Nie
spodziewałem się że jej książki znajdę na półce w zaprzyjaźnionym salonie
meblowym. Zacząłem od wydanego w 2009 roku zbioru opowiadań Zbyt wiele
szczęścia. Krótkie acz intensywne formy rewelacyjne sprawdzają się podczas
letnich spacerów, najlepiej poza obszarami miejskimi. Na kilkunastu stronach
może zmieścić się przejmująca historia całego życia, pełnego dramatów, trudnych
decyzji. Zanurzamy się w kolejnych rzeczywistościach, których nie sposób dobrowolnie
opuścić przed finałem. Przekładając kolejne kartki nie mamy jednak pojęcia,
kiedy opowieść dobiegnie końca. Po każdej z nich obowiązkowa chwila odpoczynku,
refleksji, zastanowienia nad zakończeniem. To spotkanie traktuję jako wstęp do
dłuższej znajomości. PS. Zagraniczne okładki mają zupełnie inny
charakter. Polski rynek rządzi się swoimi prawami.
sobota, 21 czerwca 2014
Lektury obowiązkowe
Mickiewicz, Słowacki, Norwid, Prus, Orzeszkowa, Konopnicka, Sienkiewicz,
Przerwa-Tetmajer, Kasprowicz, Staff, Wyspiański, Reymont, Żeromski, Gombrowicz,
Nałkowska, Leśmian, Tuwim, Pawlikowska-Jasnorzewska, Borowski, Herling-Gruziński,
Miłosz, Baczyński, Różewicz, Herbert, Białoszewski, Szymborska, Barańczak, Twardowski,
Mrożek, dla chętnych dodatkowo Kuncewiczowa i Witkiewicz. Kanon polskich
nazwisk z którymi jeszcze te kilka lat temu można się było spotkać na lekcjach
języka polskiego. Lista zamiejscowych twórców literatury jest znacznie krótsza.
Sofokles, Horacy, Szekspir, Dante, Goethe, Dostojewski, Conrad, Camus, a dla
chętnych Kafka i Bułhakow. Wraz z końcem przygotowań do egzaminu maturalnego spora
część abiturientów z wielką ulgą wsłuchuje się w dźwięk zatrzaskujących się
wreszcie drzwi do kultury.
Grupa wybrańców decyduje się na pięcioletnią walkę z potężną listą
lektur w ramach wybranego przez siebie kierunku filologicznego. Gdzieś pośrodku
są amatorzy, którzy na własną rękę chcą rozszerzać swoje horyzonty. Na listach
bestsellerów ścigają się ze sobą nowości sprawdzonych autorów i najnowsze odkrycia.
Próżno szukać tutaj klasyki literatury, która jest skrzętnie poutykana między
tłustymi tomiszczami czytadeł na lato. W czerwcu 2005 roku, u progu najdłuższych
w życiu wakacji, na rynku zaczęła ukazywać się planowana na 40 tomów kolekcja
literatury XX wieku dostępna na wyciągnięcie ręki w każdym kiosku ruchu i
salonie prasowym.
Kolejne miesiące upływały mi pod znakiem takich nazwisk jak Nabokov,
Remarque, Graves, MacLean, Capote, Vonnegut, Orwell, Bradbury, Kapuściński,
Marquez, Puzo. Do dziś zachowałem również wydany w tym samym roku dodatek do
tygodnika Newsweek z cyklu Biblioteka Inteligenta: 235 książek stulecia,
dzięki któremu sięgnąłem po dzieła takich autorów jak Fromm, Hawking,
Jasienica, Salinger czy Stachura. Raz na jakiś czas organizm zaczyna domagać
się uznanej literatury, która przetrwała próbę czasu i wtedy wracam właśnie do
tych drogowskazów. Z pewnością nigdy nie zabraknie mi książek, które warto
byłoby przeczytać. Wybierając kolejne lektury staram się kierować jedną prostą zasadą.
Jeżeli w ciągu roku miałbym przeczytać jedynie dwanaście książek, to lepiej,
żeby były one tego naprawdę warte.
czwartek, 19 czerwca 2014
Ile pan słodzi?
Na pytanie ile pan słodzi odpowiadam, że płaską łyżeczkę, ale wolę kiedy
cukier stoi na stole i sam mogę odmierzyć ilość do której jestem
przyzwyczajony. Każdy z nas ma swoją normę i może się czuć nieswojo kiedy widzi
jak partner spotkania wsypuje trzecią czubatą łyżeczkę do małej filiżanki. Problem
w tym, że kiedy w gorący dzień sięgamy po kolorowe napoje nie zastanawiamy się
ile białych kostek złożyło się na nasz ulubiony smak. Infografiki pokazujące
zawartość cukrów prostych w sokach i napojach mogą wprawiać w osłupienie. Część
osób żyje w błogiej nieświadomości, część stara się wypierać ze świadomości te obrazy,
inni podejmują walkę z koncernami, kładą nacisk na edukację, wskazują
alternatywy.
Któż z nas nie wypiłby przyrządzonej
domowym sposobem cytrynowej lemoniady z dodatkiem świeżej mięty, własnoręcznie
przygotowanego soku marchwiowo - jabłkowego, albo świeżo wyciśniętego soku z
dojrzałych pomarańczy. Wystarczy tylko pomysł, kilka chwil i szklana butelka na
wynos. Bez cukru w niektórych przypadkach się nie obędzie, ale dodając go w
sposób świadomy będziemy mieć nad tym pełną kontrolę. Kto raz spróbuje tej
zabawy to następnym razem kiedy stanie przed zastawioną różnokolorowymi
butelkami półki pomyśli, że sam może zrobić to lepiej, a pierwsze pragnienie
najlepiej zaspokoić ulubioną wodą mineralną.
wtorek, 17 czerwca 2014
Kawa z Paczkomatu
I znów jest ze mną mój ulubiony
smak. Kawę Lavazza Pienaroma zakupiłem tym razem przez portal allegro. Różnica
w cenie między dotychczasowym sklepem stacjonarnym a sklepem internetowym
okazała się być na tyle duża, że nie można było przejść obok tego obojętnie.
Kolejną zaletą jest pełna zgodność daty produkcji na opakowaniu z deklarowaną w
opisie oferty, co pozwoliło mi na parzenie jednych z najświeższych jak do tej
pory ziaren. Na przesyłkę czekałem niestety całe cztery dni robocze i w
sobotnie popołudnie, kiedy myślałem już, że przeciągnie się to do poniedziałku dostałem
powiadomienie, że przesyłka zameldowała się właśnie w pobliskim Paczkomacie.
Nie spodziewałem się, że zaraz po
otwarciu skrytki poczuję kawowy aromat wyróżniający się na tle pobliskich
dworcowych zapachów. Przed potwierdzeniem odbioru dokładnie sprawdziłem
opakowanie pod kątem ewentualnych uszkodzeń opakowania co dyskwalifikowałoby sprzedawcę
albo dostawcę, ale na szczęście nie znalazłem nic niepokojącego. Dotychczasowa
cena mogła robić wrażenie na osobach pijących najpopularniejsze mielonki z
supermarketu. Przy cenie internetowej kawa ta jest już w zasięgu każdego i
myślę, że kilka osób uda mi się namówić na zmianę dostawcy towaru. Szkoda, że
ludzie wolą dziś iść w stronę kapsułek niż szukać alternatywnych sposobów
parzenia kawy skupiając się na jakości samego ziarna.
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Krwawy finał
Tylko jeden serial jest w stanie
przykuć mnie do kanapy w pogodne popołudnie, które aż prosi się, aby spędzić je
aktywnie poza domem. Zamknięcie czwartego sezonu ‘Gry o tron’ nie jest może
trzęsieniem ziemi na miarę krwawych godów, niemniej jednak zaskakuje i trzyma w
napięciu do samego końca. Rozbudowany garnitur postaci, który początkowo był trochę
męczący, przynosi teraz niesamowicie dużo wrażeń. Pokusa sięgnięcia po ciąg dalszy zapisany na
kartach Pieśni Lodu i Ognia pana Martina w czasie oczekiwania na kolejną
odsłonę może być bardzo duża. Osoby, które mają nieuregulowany stosunek do
serii uprasza się o niezwłoczne nadrobienie zaległości.
niedziela, 15 czerwca 2014
Reportaż radiowy (XIII)
#149 Operacja most * (Mariusz
Kamiński, 2014); #150 33 kroki * (Agnieszka Czyżewska-Jacquemet, 2014); #151
Osobliwe przypadki Marcela * (Małgorzata Sawicka, 2013); #152 Reportaże pamięci
* (Mariusz Kamiński, 2013); #153 Do końca mieć nadzieję ** (Mariusz Kamiński,
2009); #154 Tomak w podróży *** (Katarzyna Michalak, 2014); #155 Opowieść
żołnierza *** (Mariusz Kamiński, 2014); #156 Podwójne życia Agaty ** (Monika
Hemperek, 2011); #157 W cieniu Jarzębiny ** (Katarzyna Michalak, 2012); #158
Gdy przyszli Sowieci ** (Mariusz Kamiński, 2014); #159 Miejsce za płotem * (Mariusz
Kamiński, 2013); #160 Kropla znaleziona w Bogocie * (Tomasz Zawadzki, 2013);
#161 Strażacy ** (Monika Hemperek, 2013).
sobota, 14 czerwca 2014
Targi, których nie było
Gdybym kilka miesięcy temu
podczas wizyty na stronie Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima
Łopacińskiego w Lublinie przypadkowo nie znalazł informacji o terminie VIII
Lubelskich Targów Książki i nie wpisał go to swojego kalendarza to kolejny rok
z rzędu wydarzenie, którego byłem tak ciekaw przeszłoby mi koło nosa. Na
stronie internetowej patrona medialnego jak się później okazało dumnie prezentującego
swój roll-up reklamowy przed głównym wejściem do biblioteki zapowiedź znalazła
się jedynie w Imprezowym przewodniku na weekend
wciśnięta między klubową imprezę taneczną, a spektakl dla dzieci. Na choćby
krótką relację z przebiegu targów miejsce już się nie znalazło. Na szczęście
ciekawy materiał pojawił się w popołudniowym wydaniu Panoramy Lubelskiej. Wujek
Google za ostatni miesiąc (słownie: trzydzieści dni) znalazł jedynie 8
(słownie: osiem) wyników związanych z targami. Można więc śmiało powiedzieć, że
o wydarzeniu wiedziała śladowa ilość mieszkańców.
Kiedy w sobotnie popołudnie bez
problemu udało mi się znaleźć miejsce parkingowe przy ul. Bernardyńskiej nie
spodziewałem się jeszcze, że między stoiskami wystawienniczymi będzie dosłownie
hulał wiatr. Wystawcy w popłochu ratowali swoje stoiska przed skutkami
krótkiego opadu konwekcyjnego. Szkoda, że organizator znając prognozę pogody nie
zapewnił odpowiedniego zabezpieczenia w postaci choćby kawałka przezroczystej
folii. Muszę uczciwie zaznaczyć, że moje gorzkie spostrzeżenia opierają się na
krótkim pobycie, a o obiektywną ocenę należałoby zapytać poszczególnych
wystawców.
Niska frekwencja i kapryśna
pogoda nie wpływała pozytywnie na morale wystawców co było widać podczas
odwiedzania kolejnych stoisk. Mogę się założyć, że gdyby organizację imprezy
oddać w ręce młodym paniom bibliotekarkom z Filii Miejskiej Biblioteki
Publicznej nr 2 znanym już w całej Polsce ze swojej oddolnej akcji kreatywnego
wspierania czytelnictwa dostalibyśmy wydarzenie, które przyciągnęłoby większą
grupę odbiorców. Na krótką chwilę tworzy się bowiem miejsce, którego nie
znajdzie się nigdzie indziej. Regionalne wydawnictwa nie mają lekko na księgarnianych
półkach, nie mają dużych środków na promocję, a niektóre z nich naprawdę
zasługują na to by się z nimi zapoznać.
Laureatami Konkursu Książka Roku
2013 zostały ksiązki: Krwawa Środa. 3 listopada 1943 w pamięci świadków (Państwowe
Muzeum na Majdanku), Ostatni Pan na Bychawie. Antoni Budny (1861 – 1943) Moniki
Głazik (Bychawskie Towarzystwo Regionalne), Renesans Lubelski (Wydawnictwo Boni
Libri Leszek Dulik) oraz Listy z Kaukazu. Nałęczowski epizod rodziny Malewskich
Janiny Babinicz-Witockiej (Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna im. Faustyny
Mokrzyckiej w Nałęczowie)
Z informacji prasowych możemy się
dowiedzieć, że ideą Targów jest promocja
wydawców (firm wydawniczych, poligraficznych, multimedialnych, stowarzyszeń,
fundacji, instytucji kultury i osób prywatnych) oraz twórców Lublina i
Lubelszczyzny, prezentacja bieżącego dorobku wydawniczego regionu lubelskiego szerokiemu
kręgowi odbiorców, wymiana doświadczeń z zakresu działalności edytorskiej,
prezentacja twórców z regionu. Liczę na to, że za rok będzie choć trochę
lepiej, bo zarówno autorzy, wydawnictwa jak i mieszkańcy Lublina zasługują na
coś ciekawszego.
PS. W tym samym czasie w
Warszawie miało miejsce jedyne w swoim rodzaju święto wielbicieli książek - Big
Book Festiwal. Dwa dni, kilka tysięcy
czytelników, 150 gości, 50 spotkań w międzynarodowym towarzystwie, dyskusje,
spacery literackie, głośne czytanie, wirtualne rozmowy. Kilkanaście miejsc,
wydarzenia na serio i z przymrużeniem oka. Zaskakujące przestrzenie miasta, ulice,
prywatne gabinety pisarzy. Nowoczesny festiwal włączający publiczność w akcje
literackie. Zaskakujący i tworzony wspólnie. Całkowicie otwarty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)