piątek, 28 lutego 2014

(590) Genesis Classic. Live in Lublin (6)

Innym intrygującym momentem był popis Pana Dariusza, który zaprezentował nam wiązankę klasycznych melodii rozpoczynającą się od preludium do The Lamb Lies Down on Boradway w których można było wychwycić nawet Chopina. Swoje umiejętności w występach solo mieli również okazje zaprezentować pozostali muzycy, pan Steve w przyjętej bardzo ciepło własnej kompozycji Take Me Home, pan Marcin pokazując, że z saksofonem zna się nie od dziś, a panie Alicja i Barbara tocząc między sobą pojedynek na skrzypce w którym amunicją były melodie wprost z dzieł Vivaldiego. (cdn) 

czwartek, 27 lutego 2014

(589) Genesis Classic. Live in Lublin (5)

Nie mniejsze emocje wzbudziło magiczne wykonanie Ripples rozpoczynające się bardzo delikatnie melodyjnym śpiewoszeptem na tle dwóch gitar, wypływając na szerszą przestrzeń w refrenach. Instrumentalne interludium zbudowało niepokojący klimat zwieńczony pełnym nadziei powtórzeniem. W pewnym momencie Pan Dariusz zaintonował na fortepianie charakterystyczny wstęp do Firth of Fifth, by po chwili dołączyły do niego skrzypce, a na dokładkę i obój Pana Marcina tworząc przepyszny melodyczny przekładaniec, pochodzący z płyty, której w ubiegłym roku stuknęła czterdziestka! Myślałem, że tylko ja zachwycam się tym kompozycyjnym majstersztykiem. Jednak w momencie kiedy wstrzymujemy oddech przed wejściem wokalu tempo zostało złamane pierwszymi spokojnymi taktami wzruszającego Afterglow zaśpiewanego na trzy głosy. (cdn)

środa, 26 lutego 2014

(588) Genesis Classic. Live in Lublin (4)

Z jednej strony zabrzmiały bardzo klimatyczne  przeboje jak In the Air Tonight czy Another Day In Paradise kiedy to Ray kierował mikrofon w stronę publiczności próbując poruszyć nieśmiałą publiczność, a z drugiej dynamiczne Invisible Touch, Solsbury Hill czy Jesus He Knows Me przy których trudno było usiedzieć w miejscu. Najdłużej w mojej pamięci pozostanie instrumentalne wykonanie ukochanego Entangled, kiedy skrzypce i fortepian opowiedziały nam jedną z najpiękniejszych melodii, poruszając najczulsze struny. To był jeden z tych momentów kiedy po plechach przechodzą prawdziwe ciarki. Wielkie brawa dla klimatu jaki stworzyli Basia i Darek. (cdn)

wtorek, 25 lutego 2014

(587) Genesis Classic. Live in Lublin (3)

Dokonując retrospekcji naliczyłem 26 (słownie: dwadzieścia sześć!) pełnych utworów. Każdy z nich zostawił w mojej pamięci miłe wspomnienie do których będę jeszcze wielokrotnie wracał. Opisując utwory nie trzymam się kolejności, ponieważ mimo prób nie udało mi się odtworzyć z pamięci kolejności prezentowanych utworów. Jednym z pierwszych utworów było Follow Me Follow You wprowadzające słuchaczy w niezwykle pozytywny klimat. Poruszające Biko, którego zupełnie nie spodziewałem się w tym miejscu zabrało nas na chwilę w południowoafrykańskie rejony. (cdn)

poniedziałek, 24 lutego 2014

(586) Genesis Classic. Live in Lublin (2)

Spodziewałem się kilku większych przebojów z końcowych lat działalności grupy Genesis na których tle Ray mógłby zaprezentować swoje najnowsze dokonania. W rzeczywistości dostaliśmy nie tylko potężną porcję utworów z ery Collinsa okraszoną rarytasami dla smakoszy z ery Gabriela, ale i utwory z solowych karier obu panów. Wszystko to dopełnione kompozycjami spoza uniwersum Genesis, które niemal idealnie wpisywały się w setlistę koncertu. Ray już na wstępie kupił lubelską publiczność anegdotą o bolesnej piętnastogodzinnej podróży z koncertu w dalekiej Rumunii z której skutkami próbował walczyć manager zespołu rezerwując dla wokalisty wizytę u masażysty w… śląskim Lubinie, tym z jedną literą L w nazwie. (cdn)

niedziela, 23 lutego 2014

(585) Genesis Classic. Live in Lublin (1)

Od momentu kiedy w Kurierze Lubelskim zobaczyłem zapowiedź koncertu Raya Wilsona z projektem Genesis Classic wiedziałem, że niezależnie od kosztów muszę tam być. Organizator przewidując duże zainteresowanie zdecydował się do każdego rzędu dostawić krzesełka, dzięki czemu mając rewelacyjne miejsca w trzecim i czwartym rzędzie zapłaciliśmy 30% mniej niż siedzący tuż obok sąsiedzi. Ponad dwugodzinne widowisko było jednak warte każdych pieniędzy. Zakupiony w Empiku bilet stanowił przepustkę na koncert pod tytułem Ray Wilson & Quartet Genesis Classic, dało się zauważyć, że na scenie zamiast czwórki z liderem pojawiła się piątka muzyków. Jak się okazało do kwartetu, który tworzyli starszy brat Steve Wilson, pianista Dariusz Tarczewski, skrzypaczki Alicja Chrząszcz i Barbara Szelągiewicz, na stałe dołączył saksofonista i klarnecista Marcin Kajper. Każda z osób wniosła szczególny rodzaj zaangażowania ukazując swój talent muzyczny w pełnej krasie. (cdn)

sobota, 22 lutego 2014

(584) 5 gwarancji, pięć wpadek



Chyba każdemu z nas przytrafiła się sytuacja kiedy cena produktu na półce różniła się na naszą niekorzyść od tej znajdującej się na paragonie. Sieć sklepów Piotr i Paweł chwali się posiadaniem programu gwarantującego klientom najniższe ceny, pełną dostępność produktów, brak niespodzianek w postaci produktów przeterminowanych, sprawną obsługę przy kasach oraz zgodność cen. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdybym osobiście w przeciągu tygodnia nie znalazł pięciu przykładów odstępstwa od deklarowanych reguł. Klientom należy się wtedy rekompensata i zadośćuczynienie w postaci kuponu rabatowego na następne zakupy. Niestety czterokrotnie wykorzystano moją niewiedzę na temat programu, ponieważ tylko przy okazji jednej sytuacji dostałem na pocieszenie kupon zniżkowy.

piątek, 21 lutego 2014

(583) Książki na wszelki wypadek

Beksińscy. Portret podwójny, Magdalena Grzebałkowska; Anioły jedzą trzy razy dziennie. 147 dni w psychiatryku, Grażyna Jagielska; Śród żywych duchów, Małgorzata Szejnert; 100/XX. Antologia polskiego reportażu XX wieku, pod red. Mariusza Szczygła; Brudne serca, Anna K. Kłys; Bukareszt. Kurz i krew, Małgorzata Rejmer; Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia, Ulrich Schnabel; ości, Ignacy Karpowicz; Internet. Czas się bać, Wojciech Orliński; Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni, Filip Springer; Ostatnie rozdanie, Wiesław Myśliwski; Jakuck, Michał Książek; Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian, Ziemowit Szczerek; Umarł mi. Notatnik żałoby, Inga Iwasiów; Ciemno prawie noc, Joanna Bator; Głosy rzeki Pamano, Jaume Cabre

czwartek, 20 lutego 2014

(582) Najlepsze reportaże (I)

#10 Zawieszka z Sobiboru (Katarzyna Michalak, Magda Grydniewska, 2013); #12 Krwawa środa (Mariusz Kamiński, 2013); #13 Droga do domu (Mateusz Sadowski, 2013); #16 Powrót pilota  (Mariusz Kamiński, 2014); #17 Studnia (Katarzyna Michalak; 2014); #22 Modlitwa zapomnianej  (Dorota Hałasy, Katarzyna Michalak, 2014); #28 Zdjęcie (Zdzisława Chodania, 2013);  #29 Niebieski płaszczyk  (Katarzyna Michalak, 2006);  #30 Tu Radio Solidarność Ziemi Puławskiej  (Mariusz Kamiński, 2013); #32 Zawiniątko historii (Agnieszka Czyżewska – Jacquemet, 2011); #37 W zamku urodzona  (Anna Kaczkowska, 2014); #42 Kresowe pocztówki (2010); #48 Obóz na starym lotnisku (Mariusz Kamiński, 2014); #52 Zagubione drzwi (Małgorzata Sawicka, 1996); #54 Jakiś inny (Katarzyna Michalak, 2013)

środa, 19 lutego 2014

(581) Reportaż radiowy (IV)

#36 Ocalona. Drugie życie Moniki Kuszyńskiej * (Monika Hemperek, 2013); #37 W zamku urodzona *** (Anna Kaczkowska, 2014); #38 Zamknięty dom ** (Agnieszka Czyżewska – Jacquemet, 2013); #39 Anioł stróż * (Agnieszka Czyżewska – Jacquemet, 2013); #40 To był wrześniowy dzień ** (Mariusz Kamiński, 2013); #41 Anioł czuwa * (Monika Malec, 2013); #42 Kresowe pocztówki *** (2010); #43 Poezja życia ** (Monika Hemperek, 2014); #44 Zatańczyli na różowo * (Mariusz Kamiński, 2013); #45 Radio spoza szyby * (Agnieszka Czyżewska – Jacquemet, 2014); #46 Spójrz na świat inaczej ** (Monika Malec, 2014); #47 Zapomniany obóz ** (Mariusz Kamiński, 2014); #48 Obóz na starym lotnisku *** (Mariusz Kamiński, 2014)

wtorek, 18 lutego 2014

(580) Googlowska pomyłka (3)



Nie znając adresu po raz kolejny poprosiłem o pomoc wujka z Mountain View wpisując do okienka frazę „kino zorza Chełm”. Pierwszy wynik przekierował mnie na całkiem ładną i funkcjonalną stronę placówki. Wchodząc w zakładkę z informacjami kontaktowymi doznałem niemałego szoku, kiedy okazało się, że numer telefonu zaczyna się od kierunkowego „17”, który nijak ma się do znanego mi od dziecka numeru „82”. Nadzieja jakoby nasze kino weszło w sieć z centralą w Rzeszowie okazały się płonne. Na nic frazy, na nic geolokalizacja. Wuj Google chciał mnie wyeksportować na seans do stolicy Podkarpacia. Traf chciał, że maja tam swoje własne Kino Zorza, które pozycjonuje się tak skutecznie, że podbiera chełmskich widzów.

poniedziałek, 17 lutego 2014

(579) Googlowska pomyłka (2)



Pomysł urządzenia dwupokoleniowej wycieczki do chełmskiego Kina Zorza okazał się strzałem w dziesiątkę. Jak się tak dobrze zastanowić to ostatni raz byłem tam przeszło 10 lat temu, ale z pewnością udałoby mi się odświeżyć piękne wspomnienia chwil spędzonych w kinowych fotelach. W dniu seansu bezwiednie sięgnąłem po lokalną gazetę tak jak to mam w zwyczaju robić podczas każdej wizyty w domu rodzinnym. Zdziwiła mnie lekko informacja z ostatniej strony, gdzie publikowany jest repertuar. Sytuację trzeba było wyjaśnić, ponieważ godzina rozpoczęcia z gazety nie zgadzała się z godziną z rezerwacji. Spokojnie więc wszedłem na stronę internetową kina.

niedziela, 16 lutego 2014

(578) Googlowska pomyłka (1)



Zdobycie dobrych miejsc na seans filmowy nie jest dziś szczególnie trudnym zadaniem, a zwłaszcza kiedy w mieście mamy już dwa kilkucalowe multipleksy. Jeśli więc nie polujemy na tanie bilety z pomarańczą, piwem czy batonikiem nie grozi nam odsiadka w pierwszym rzędzie z zadartą głową. Co innego kiedy rzecz ma rozgrywać się w mieście, które może pochwalić się tylko jedną salą w kinie, które czasy świetności ma za sobą. Warto wtedy oczywiście z odpowiednim wyprzedzeniem dokonać rezerwacji w preferowanym przez nas sektorze. Na szczęście w dobie Internetu wystarczy kilka kliknięć by móc spokojnie oczekiwać na dzień seansu. (cdn)

sobota, 15 lutego 2014

(577) Charakter pisma (5)

Trzymając w ręku pióro zostawiam szybko schnące ślady niebieskiego atramentu. Stalówka zdaje się ledwie dotykać powierzchni gładkiego w dotyku papieru. Nieczęsto nim piszę przez co w moich rękach miewa ono swoje humory nad którymi czasem trudno zapanować. Muszę zwolnić, być bardziej uważny i delikatny. Próbuję delektować się procesem zapisywania kolejnych linijek. Wsłuchuję się w ten charakterystyczny dźwięk towarzyszący pisaniu. Od dłuższego już czasu technologia wypiera sztukę pisania dłuższych tekstów. Zostają nam krótkie notatki, które często są czytelne tylko dla nas samych. Zostawiam na pamiątkę oryginał niniejszego tekstu. Może za kolejne dwadzieścia lat znów przyjrzę się zmianom w swoim charakterze.

(576) Charakter pisma (4)

Największym zróżnicowaniem charakteryzuje się chyba litera „w”, może z racji tego, że jest ona dla mnie jedną z najważniejszych liter, która do dziś stanowi podstawę mojego podpisu, jest moją pieczęcią i znakiem rozpoznawczym. W swojej podstawowej wersji składa się z czterech zakończonych ostro prostych odcinków. W słowach potrafi już występować w zmiękczonej wersji z zaokrąglonymi dołkami. Ostatnią manierą jest wyciąganie w przypadku pojedynczej litery prawego ramienia niczym giełdowe wybicie trendu z podwójnego dna. Ostatnim przypadkiem jest nietypowe „w”, w którym raz widzę coś ze skrótu „zł”, raz matematyczny symbol pierwiastka, a nawet liczbę „25”. (cdn)

czwartek, 13 lutego 2014

(575) Charakter pisma (3)

Był czas kiedy miałem dziwną manierę akcentowania litery „t” falistą kreseczką poprzeczną co nie podobało się czytelnikom moich wypracowań. Dziś niestety często zdarza się, że małe „t” jest po prostu krzyżykiem z dwóch prostych kreseczek. W czasach licealnych „ż” zacząłem zapisywać w wersji z kreseczką zamiast kropki choć nawet dziś zdarzają się wyjątki. Wydaje mi się, że w kogoś to podpatrzyłem i jakoś tak u mnie zostało. Wielkie litery z reguły są już pozbawione wszelkich ozdobników, ale może trzeba się cieszyć, że choć w zarysie przypominają oryginały z czasów szkoły podstawowej. W przypadku zestawu cyfr nic nie zwraca szczególnej uwagi. (cdn)

środa, 12 lutego 2014

(574) Charakter pisma (2)

Jeszcze kilka lat temu literę „s” zapisywałem na dwa sposoby. Dziś za każdym razem jest to po prostu mała prosta wersja wielkiej litery „S”. Na różne sposoby zapisuję ogonki takich liter jak: „g”, „j”, „y”. Czasem jest to ogonek prosty, zakończony haczykiem lub pętelką, a czasem choć nie wiem skąd mi się to wzięło prosty ogonek kończę dziwnym haczykiem wklęsłym. Cechą, którą zauważam u siebie stosunkowo od niedawna jest prosty ogonek przy literze „u” przez co czasem przypominać może ona cyfrę „4”. Pamiętam, że kiedyś zdarzało się, że moje „f” przypominało znak całki z prostą kreseczką poprzeczną pośrodku, co było z pewnością echem żmudnych obliczeń analizy matematycznej. (cdn)

wtorek, 11 lutego 2014

(573) Charakter pisma (1)

Wpatruję się w zapisane piórem litery zawieszone na siatce pokrywającej papier. Już na samym wstępie można stwierdzić, że nie jest to niestety dzieło sztuki kaligrafii nawet pośledniej próby. Czasami łapałem się na tym, że przez krótką chwilę zastanawiałem się nad określonymi cechami swojego charakteru pisma. Czasami uda mi się zapisać zdanie pismem łudząco podobnym do któregoś z moich bliskich. Kiedy dziś zamykam oczy pod powiekami potrafię zobaczyć pismo znajomych ze szkolnych ław. Trochę dziwnie przeprowadza się taką autoanalizę, ale skoro w niuanse mojej moich rękopisów nie będzie zagłębiał się grafolog specjalista czemu sam nie mógłbym przez chwilę popatrzeć na swoje krzaczki analitycznym okiem. (cdn)

poniedziałek, 10 lutego 2014

(572) Reportaż radiowy (III)

#25 Ważny dzień * (Monika Hemperek, PR Lublin, 2014); #26 Wspaniałe promienie * (Katarzyna Błaszczyk, 2014); #27 Solo, w chórze i w duecie * (Katarzyna Michalak, PR Lublin, 2013); #28 Zdjęcie *** (Zdzisława Chodania, PR Lublin, 2013); #29 Niebieski płaszczyk *** (Katarzyna Michalak, PR Lublin, 2006); #30 Tu Radio Solidarność Ziemi Puławskiej *** (Mariusz Kamiński, PR Lublin, 2013); #31 Powrót do Reginy ** (Katarzyna Michalak, PR Lublin, 2013); #32 Zawiniątko historii *** (Agnieszka Czyżewska – Jacquemet, PR Lublin, 2011); #33 Starorzecza #34 Ulica pełna wspomnień ** (Mariusz Kamiński, PR Lublin, 2014); #35 Na szczęście trzeba zapracować (Katarzyna Michalak, 2014, PR Lublin, 2014).

poniedziałek, 3 lutego 2014

(565) Prawdziwy detektyw (3)

Od agenta specjalnego Dale Coopera różni go bardzo wiele. Zamiast dyktafonu duży czarny notatnik z gumką, zamiast żartów pesymistyczne poglądy Schopenhauera. Prawdziwy detektyw na miarę tamtych (naszych?) czasów. Przeciwwagą dla tej mrocznej osobowości jest detektyw Martin Hart reprezentujący typowo południową mentalność. Mimo tego, że iskrzy między nimi od samego początku zdaje się, że jeden potrzebuje drugiego. Hipnotyzujące monologi stanowiące rekonstrukcję minionych wydarzeń przywodzą na myśl sesje terapeutyczne Tonego Soprano. Pierwsze odcinki pokazują, że jest to historia perfekcyjnie rozpisana na zapowiadane osiem części składających się na zamkniętą całość, a my nie mamy prawa domyślić się do samego końca co za tym wszystkim stoi. (end)

niedziela, 2 lutego 2014

(564) Prawdziwy detektyw (2)

Już od pierwszych taktów melodii The Handsome Family – Far From Any Road stanowiących tło czołówki ‘True Detective’ jesteśmy wprowadzani w klimat tajemnicy jaki towarzyszy małym miasteczkom. Dostając pierwsze informacje na temat świata przedstawionego mimowolnie znajdujemy podobieństwa do klasycznej produkcji lat dziewięćdziesiątych Davida Lyncha czyli starego dobrego ‘Twin Peaks’. Prowincja, morderstwo, tajemnica. Przed szereg wybija się tu intrygującą postać detektywa Rusta Cohle’a, która dzięki świetnej kreacji Matthew McConaughey, który do tej pory nie należał do pierwszej ligi moich ulubionych aktorów przyciąga uwagę niczym magnes. Chyba trzeba będzie się w końcu nauczyć wymawiać poprawnie jego nazwisko i zwrócić uwagę na produkcje z jego udziałem. (cdn)

sobota, 1 lutego 2014

(563) Prawdziwy detektyw (1)

Na małym amerykańskim ekranie co chwile pojawiają się nowe seriale. Śledzenie wszystkich obiecujących serii jest niemożliwe, a indywidualna ocena na podstawie pilota często bywa myląca (patrz: Gra o tron). Czasem historia trafia w nasz gust dopiero po kilku odsłonach i wtedy wiemy, że warto było się przemęczyć. Słucham więc uważnie tego co mówią krytycy, znajomi poruszający się w gąszczu podobnych pozycji. Czasem wpadam w tryby marketingowej machiny nowej produkcji natrafiając tu i ówdzie na sponsorowane treści oceniające ją w kategoriach arcydzieła na podstawie prasowego pokazu pierwszego odcinka. W taki właśnie sposób wylądowałem na kanapie przed nowym serialem stacji HBO. (cdn)