poniedziałek
wieczór. słońce zbliża się już ku zachodowi, a nam w ostatniej chwili udaje się
wyrwać z ze zgiełku miasta. jedziemy szukać ciszy, która ukoi napięte codziennością
nerwy. szukamy nowych miejsc, stare odkrywamy na nowo. ulica cienista. most na
bystrzycy. tylko dziesięć kilometrów, kilkanaście minut drogi. spacerujemy
brzegiem rzeki obserwując w blasku dogasającego słońca jak łabędzie i kaczki
szykują się do snu. wpływają w labirynty zarośli szukając swojej oazy spokoju. coś
ich jednak stamtąd płoszy. tajemniczy kształt rozcina spokojną taflę wody. zastanawiamy
się co to może być. to pewnie krokodyl, przynajmniej według napotkanego
chłopczyka, który wybrał spacer z mamą zamiast wieczornej dobranocki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz