Przychodzi taki delikwent i na
pierwszym spotkaniu w obecności szefa przedstawia swoją ofertę. Zasady może i
proste, ale nie można raczej oczekiwać podjęcia decyzji bez choćby szczątkowej kalkulacji
na podstawie danych historycznych i poczynienia pewnych założeń na przyszłe
okresy. Łaskawie otrzymałem od przedstawiciela czas na zaspokajanie własnych
ambicji analitycznych. Propozycja okazała się atrakcyjna na tyle, że warto
byłoby poświęcić czas na bliższe przyjrzenie się szczegółowym warunkom. Jeszcze
nie zdążyłem poprosić o jakiś cennik i regulamin, a już dostałem gotową do podpisu
umowę w dwóch egzemplarzach. W ośmiostronicowym dokumencie oprócz danych obu
firm znajdują się jedynie dwie istotne informacje: nazwa usługi i okres
obowiązywania umowy. Resztę stanowi zbiór ogólników i liczne zgody na
przetwarzanie danych. Sprawy istotne określane są przez regulaminy, cenniki i
warunki promocji (niepotrzebne skreślić), których oczywiście nie otrzymałem. Jeden
z punktów umowy mówi, że się z nimi zapoznałem i je akceptuję. Proszę więc
przedstawiciela o dodatkowe materiały nie przecież dla mojej przyjemności, a
jako znak mojego zaangażowania w sprawę dającego nadzieję na ostateczne ubicie
interesu. Cennik wprawia mnie w zdumienie, gdyż warunki tam przedstawione nijak
mają się do oferty zaprezentowanej podczas spotkania (dobrze, że nie byłem
wtedy sam). Jeśli jesteśmy tacy fajni, że należą nam się warunki lepsze od
standardowych to chyba powinniśmy choćby na pamiątkę mieć to na kawałku
papieru. Pytam więc o co chodzi, może mam problemy ze słuchem, z oczami czy z
głową, a ten pan i cała ta sytuacja uratują moje zdrowie, życie nawet motywując
do spotkania z lekarzem specjalistą. Niestety przedstawiciel potwierdza warunki
z cennika, a pytany o pierwsze potkanie nabiera wody w usta. Nie mam zamiaru drugi
raz prosić o wyjaśnienia nadwyrężając grafik przedstawiciela, który pewnie szuka
juz kolejnego klienta, który według najnowszych trendów sprzedaży najpierw
podpisze umowę, a potem będzie miał 10 dni na analizowanie tego czy mu się to w
ogóle opłaciło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz