środa, 7 maja 2014

Wagle we mgle

Muzyka z czarnej płyty „Matka Syn Bóg” Panów Waglewskich trafiła do mnie z pewnym opóźnieniem przez co jak już wspominałem nie załapałem się na zeszłoroczny koncert w Teatrze Starym. Kiedy więc tylko okazało się, że w ramach kontynuowanej trasy koncertowej panowie zjawią się na występie w Teatrze Osterwy pobiegłem po dwa bilety w trzecim rzędzie. Dzień koncertu był jednocześnie dniem kiedy brać studencka po raz kolejny otrzymywała od prezydenta Żuka klucze do naszego miasta.

W związku z tym postanowiłem odpowiednio wcześniej wyjechać z domu. Tych Państwa zobaczymy na koncercie – powiedziałem mijając ubraną na czarno parę wyglądającą na miłośników dobrej bluesowo-rockowej muzyki. Wątpię, przecież jeszcze godzina do koncertu – odpowiedziała I. Okazało się, że jednak miałem rację.

Ulicą Narutowicza w stronę Browaru Perła płynęły tłumy młodych ludzi mijając stojących przez teatrem wielopokoleniową grupę. Mimo, iż bilety nie należały do najtańszych sala była wypełniona po brzegi.

Kilka minut po godzinie dziewiętnastej usłyszeliśmy pierwsze dźwięki lśniącej w mroku sceny gitary Wojciecha Waglewskiego. Koncert mogę podsumować jednym zdaniem: z trudem udało się wytrzymać do końca i chyba parę osób mogłoby się zgodzić z moją opinią. No bo jak można spokojnie usiedzieć w teatralnych fotelach, kiedy ze sceny płynie tak soczysta muzyka. W moim odczuciu materiał z płyty na koncercie sprawdził się rewelacyjnie. Prawdziwa męska muzyka przyprawiona delikatnym pierwiastkiem głosu i skrzypiec w kobiecych rękach pani Iwony Skwarek podobała się również żywo reagującej publiczności. W kilku przypadkach muzycy wychodzili poza ramy utworów znanych z płyty prezentując pełnię swoich umiejętności w pełnych polotu popisach niosących znamiona improwizacji.

W pamięci na długo pozostanie mi wiele magicznych momentów, kiedy to ciarki przechodziły po plecach. W jednym z nich na scenie zaczęła się kumulować mgła, która w momencie chwilowego wyciszenia połączonego z przyciemnieniem świateł w idealnym momencie wlała się między publiczność. Anielski damski głos podczas „Wrze gąszcz”, wzruszająca do szpiku kości instrumentalna koda zamykająca „Boga”, hipnotyzujący puls syntezatora w „Matce”. Zasadniczą część koncertu zakończyło kończące płytę „Na okrągło”, które przez pewien czas było moim ulubionym hymnem każdego poranka. Aż chciało się śpiewać z Panem Wojciechem. Na deser dostaliśmy „Dziób pingwina” z popisowym udziałem jednego z widzów nagrodzonym brawami, rewelacyjne „Chromolę”, przebojową „Męską muzykę” oraz powtórkę „Ojca” z żywym udziałem rozgrzanej publiczności kończącym prawie dwugodzinny spektakl. Owacje na stojąco nie były dla nikogo zaskoczeniem.

Można było rozpłynąć się w muzyce, przeżywać ją całym sobą, wszystkimi zmysłami. Ta muzyka będzie moją zakładką w czasoprzestrzeni, nośnikiem wspomnień, powiewem młodości. Jestem pewien, że za każdym razem kiedy wrzucę ją do odtwarzacza przeniosę się w czasie w sam środek wiosny roku 2014. To jest potęga muzyki, która potrafi wywoływać silne emocje, która przenika do krwioobiegu. 

Jeżeli Panowie zachowają dotychczasowy cykl wydawniczy to za pięć lat dostaniemy kolejny krążek. Kto czuje niedosyt może wrócić do zarejestrowanego 2 marca tego roku koncertu formacji w Studiu im. Agnieszki Osieckiej dla Programu Trzeciego Polskiego Radia.


PS. Mam nadzieję,  że podczas koncertu Pan Wojciech zapomniał o czekającej go wizycie u dentysty o której wspominał dzień wcześniej rozpoczynając wraz z Fiszem Magiel Wagli w Trójce.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz