środa, 21 maja 2014

Ciężar na sumieniu demokracji

Bez bicia się przyznam, że kampania do euro parlamentu nie zawładnęła moją świadomością. Dwa światy stykały się jedynie w miejscu ekspozycji plakatów wyborczych. Z wielkich tablic spoglądały na mnie jedynki, dwójki, a nawet piątki reprezentujące różnokolorowe partie, twarze pełne nadziei, że to właśnie ich wybiorę w niedzielnych wyborach.  Z billboardu można załapać się na promocję węgla drzewnego do grilla, ale nie obdarowywać kogoś mandatem wyborczym. Jeżeli w obywatelu nie ma wewnętrznej potrzeba wzięcia odpowiedzialności za wskazanie jednego z kandydatów to nic tego nie zmieni, ani pogoda, ani debaty, ani tweetujący politycy. Okazuje się, że wysiłek z tym związany jest tak wielki, że żadne ze startujących polityków nie zasługuje na takie poświęcenie.

Któż miałby siłę wertować programy, oglądać wywiady, chodzić na spotkania i debaty. Jednocześnie musimy zdawać sobie sprawę, że podczas kampanii jesteśmy narażeni na te same marketingowe chwyty i haczyki jak te stosowane przez największe sieci handlowo-usługowe. Nie zawsze mamy to szczęście, żeby danego kandydata znać osobiście. Jeśli czujemy, że jest to człowiek na właściwym miejscu, który zna się na rzeczy sprawa jest prosta. Polityka szczebla państwowego jest najbardziej medialna i tym samym to wybory parlamentarne gromadzą największą frekwencję, choć to na najbliższym podwórku powinniśmy się uczyć zasad i mechanizmów wyborów bezpośrednich.

Sztuka wyboru nie jest nam obca. Codziennie musimy dokonywać wyborów często nie mając pełnej wiedzy na dany temat, a potem bierzemy jeszcze za nie odpowiedzialność. W ostatnich latach wyboru dokonuje mniejszość, która w dodatku jest bardzo spolaryzowana. Małe partie nie mogą przebić progu wyborczego, ale coś czuję, że lada chwila na scenie mogą się pojawić postaci, które odpowiedzą na głód zaufania społecznego. Niska frekwencja ciąży niestety na sumieniu demokracji. To zjawisko z pozoru niegroźne, ale mogące mieć daleko idące konsekwencje. Zmiany następują bardzo powoli i wcale nie jest powiedziane, że idą one w dobrym kierunku. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz