Boczna ślepa droga jednej z
najsłynniejszych ulic zapomnianych przez drogowców. Dwa centra handlowe, stacja
paliw, skład budowlany, bank, piekarnia, drukarnia i kto wie co jeszcze. Między
jezdnią, a chodnikiem permanentny rezerwat chroniony dzikich traw sięgających metra
wysokości. Obok przystrzyżony pas zieleni między chodnikiem a ogrodzeniem firmy
w której spędzam po osiem godzin w każdy roboczy dzień. Wybujała roślinność nie
tylko przysłania tablice reklamowe, ale i ogranicza widoczność kierowcom
korzystającym z ulicy. Ekipy utrzymujące w ryzach zieleń miejską nawiedzają te
okolice tylko dwa razy do roku. Telefony i maile wzywające do podjęcia działań
okazują się nieskuteczne. Może urzędnicy wychodzą z założenia, że jeśli
zainteresowanemu tak na tym zależy, to w końcu sam się tym zajmie. Nie chodzi
mi o powoływanie pogotowia kosiarkowego gotowego do natychmiastowej
interwencji, zdaję sobie bowiem sprawę, że nie jest to trakt o randze
Krakowskiego Przedmieścia. Najbardziej przeszkadza mi brak jakiejkolwiek
reakcji na pisemne zgłoszenia oraz niemożność ustalenia czegokolwiek podczas
rozmowy telefonicznej, jakby niczego nie można było zaplanować, skoordynować.
Lepiej więc chyba nie mówić nic, bo wtedy nie ma narzekania roszczeniowych
mieszkańców na długie terminy oczekiwania na swoją kolej. Nie pozostaje mi nic
innego jak zafundować pracownikom Zarządu Dróg i Mostów codziennej relacji
zdjęciowej z drogowego pasa botanicznego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz