Pierwsze teasery solowego debiutu
Artura Rojka zaostrzały tylko apetyt. Wokół płyty zrobiło się sporo szumu.
Kiedy wylądowała już w odtwarzaczu dałem jej niejedną szansę na osłuchanie,
podchodząc z pewną ostrożnością z obawy przed rozczarowaniem, które czasem znienacka
pojawia się przy n-tej próbie przyswojenia materiału. Dopiero ostatni samochodowy wypad
na długim dystansie ostatecznie przekonał mnie, że jest to album, który zostawi
trwały ślad w mojej pamięci. Kiedy
będę go wspominał przed oczami stanie mi okładka na tle doświadczanych równolegle
emocji. Lato 76 wprowadza nas na teren, gdzie znajdziemy i słońce i deszcz,
ciepło i chłód.
Beksa (Podobno gdy umierasz / lecisz sobie, lecisz) po karierze na
Liście Przebojów to już klasa sama w sobie. W Krótkich momentach skupienia (Źle, źle, Boże wszystko źle / w głowie szkło mi się wierci
/ szkło mi się wierci) słyszę
swoich Depeszów. Czas który pozostał (Nawet jeśli to nie
to / usiłuję uwierzyć w coś) dźwięki klawesynu kontrastują z silnym
bitem wchodzącym podczas drugiego refrenu. Delikatne brzmienie Kota i Pelikana (Z braku słów / nie lubię w górę, lubię w dół) działa
na mnie jak album ze zdjęciami z dzieciństwa. Tęsknota, nostalgia i
jednocześnie pogodzenie się z losem, którzy rzucił nas tak daleko od tamtych
chwil.
Chwilę później w Kokonie klimat zmienia się na bardziej
nerwowy, bardzo Radiogłowy. Rewelacja. Potem dostajemy trzy przepełnione
pozytywną energią utwory: To co będzie
(Nie nadążam co
poprawić mam / Ciągle widzę w sobie jakiś błąd), Syreny (W
rzucaniu kamieniami słów / znowu przegrywam trzy do dwóch) oraz Lekkość (Przejdziesz sam na drugą stroną / nie
policzysz lat). Zawarta w nich czasem gorzka prawda o życiu podszyta
jest jednak optymizmem. Dziesięcioutworowy krążek kończy tajemniczy Pomysł 2 (A jedyny
przeciwnik / to mój strach). Kawałki melodii i tekstów zostają w
głowie, by co chwilę wypływać na powierzchnię myśli. Artur Rojek – Składam się z ciągłych powtórzeń (2014).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz