Na takie seriale trzeba długo
czekać zadowalając się w między czasie produkcjami, które sezony świetności
mają już dawno za sobą. Całkiem sporo dobrych seriali epoki nowożytnej opierało
swoją popularność na wyrazistej postaci głównego bohatera (House M.D., Breaking
Bad, Dexter). Mając kogoś takiego, kto swoją grą działa jak magnes łatwiej wchodzi
się w szczegóły świata przedstawionego. Jeżeli okaże się, że w fabule opowieści
tkwi potencjał to spokojnie możemy rezerwować sobie czas na kolejne wieczorne
seanse. Tak było właśnie w tym przypadku. Kevin Spacey hipnotyzuje widza od
pierwszej sceny i coś mi się wydaje, że nie odpuści do ostatniego odcinka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz