Ostatnie trzy wieczory spędziłem
na seansie świetnego koncertu pt. ‘When In Rome’ kończącego europejską trasę
zespołu Genesis z 2007 roku, który to sprawił mi niesamowitą frajdę. W tym
trzygodzinnym spektaklu było miejsce na wszystko: utwory stare, starsze i
jeszcze starsze, pokaz perkusyjnej wirtuozerii, czas na kontakt z
publicznością. Wszyscy muzycy wydawali się być w rewelacyjnej formie znosząc
trudy przedsięwzięcia podsumowującego czterdziestolecie kariery. Zdjęcia
publiczności pokazywały tysiące młodych uśmiechniętych twarzy, żywo reagujących
na zaczepki Phila. Cóż takiego jest w tych melodiach, że ten unikalny muzyczny
świat stworzony przez zespół hipnotyzuje kolejne pokolenia. Ta marka jest nie
do podrobienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz