Jadąc dziś rano tunelem pod
wiaduktem kolejowym miałem wrażenie jakbym brodził w jakimś kanale odpływowym. Kolejne
pojazdy pokonujące lustro wody w południowej nitce przypominają kawalkadę
amfibii desantowych. Po drugiej stronie okazuje się, że i tym razem udało się przejechać,
ale nie zmienia to faktu, że wrażenia są dosyć ekstremalne, a szukanie nowych
metafor opisujących tę sytuacje stało się ostatnio moim porannym hobby. Miejsce
to urasta do symbolu niemocy urzędniczej. Ja rozumiem, że są określone
procedury, terminy, które należy zachować, bo planowany remont to niemała
inwestycja, która rządzi się swoimi prawami, ale dla udrożnienia odpływu
powinien znaleźć się jakiś tryb specjalny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz