Swoje kulinarne doświadczenia próbowałem
kiedyś zbierać w tradycyjnym notesie, potem w segregatorze, a nawet w
internetowej chmurze. Efekt tego jest taki, że dziś już nie wiem gdzie co jest.
Taki katalog inspiracji ze wskazówkami niczym menu w restauracji bywa często
przydatny. Ile to razy planując posiłki na kolejny dzień dostaję jakiegoś
zaćmienia, mam pustkę w głowie, choć prywatny repertuar liczy co najmniej kilkadziesiąt
sprawdzonych pozycji. Na improwizację podczas zakupów ze względów
oszczędnościowych wolę sobie nie pozwalać. Za często sięgam wtedy po produkty
gotowe, wielokrotnie przetworzone, zupełnie ta jakbym miał dwie lewe ręce. Może
nowa formuła lepiej się sprawdzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz