Mój organizm już po raz drugi w
tym sezonie poddał się dokuczliwym zatłuczeniom i tak już nadwątlonej
pochmurnym przygnębieniem wewnętrznej homeostazy. Tę niespodziankę niezwykle umilającą
weekendowy odpoczynek otrzymałem najprawdopodobniej (oczywiście nieumyślnie) od
koleżanki z pracy, która tak łatwo nie poddaje się byle pierwszym objawom.
Przykładowo, kiedy w sklepie spotykam osobę hojnie i głośno dzielącą się swoim
(nie)szczęściem zawsze salwuję się szybką ucieczką. Niestety czasem się to nie
udaje i wtedy jestem zdany jedynie na swoją własną odporność. Jak widać tym
razem moje siły szybkiego reagowania nie stanęły na wysokości zadania. Mam
jedynie nadzieję, że skończy się to szybciej niż ostatnim razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz