Patrząc
na okładki książek Alice Munro wydanych przez Wydawnictwo Literackie można by
było powiedzieć, że reprezentują one nurt literatury kobiecej, który
niekoniecznie zainteresuje męskiego czytelnika. Rekomendacje kolejnych książek
z Trójkowym znakiem jakości prezentowane przez Pana Michała Nogasia w piątkowe
poranki podczas audycji redaktora Manna przekonały mnie że jednak warto
zapamiętać to nazwisko. W międzyczasie jak grom z jasnego nieba gruchnęła
wiadomość o najwyższym literackim wyróżnieniu od szwedzkiej akademii. Przez
swoją opieszałość nie mogę dziś powiedzieć że czytałem Alice Munro zanim to
było modne. Postanowiłem spokojnie przeczekać największą gorączkę zawiązania z
odkrywaniem twórczości kanadyjskiej autorki.
Nie
spodziewałem się że jej książki znajdę na półce w zaprzyjaźnionym salonie
meblowym. Zacząłem od wydanego w 2009 roku zbioru opowiadań Zbyt wiele
szczęścia. Krótkie acz intensywne formy rewelacyjne sprawdzają się podczas
letnich spacerów, najlepiej poza obszarami miejskimi. Na kilkunastu stronach
może zmieścić się przejmująca historia całego życia, pełnego dramatów, trudnych
decyzji. Zanurzamy się w kolejnych rzeczywistościach, których nie sposób dobrowolnie
opuścić przed finałem. Przekładając kolejne kartki nie mamy jednak pojęcia,
kiedy opowieść dobiegnie końca. Po każdej z nich obowiązkowa chwila odpoczynku,
refleksji, zastanowienia nad zakończeniem. To spotkanie traktuję jako wstęp do
dłuższej znajomości. PS. Zagraniczne okładki mają zupełnie inny
charakter. Polski rynek rządzi się swoimi prawami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz