sobota, 14 czerwca 2014

Targi, których nie było



Gdybym kilka miesięcy temu podczas wizyty na stronie Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie przypadkowo nie znalazł informacji o terminie VIII Lubelskich Targów Książki i nie wpisał go to swojego kalendarza to kolejny rok z rzędu wydarzenie, którego byłem tak ciekaw przeszłoby mi koło nosa. Na stronie internetowej patrona medialnego jak się później okazało dumnie prezentującego swój roll-up reklamowy przed głównym wejściem do biblioteki zapowiedź znalazła się jedynie w Imprezowym przewodniku na weekend wciśnięta między klubową imprezę taneczną, a spektakl dla dzieci. Na choćby krótką relację z przebiegu targów miejsce już się nie znalazło. Na szczęście ciekawy materiał pojawił się w popołudniowym wydaniu Panoramy Lubelskiej. Wujek Google za ostatni miesiąc (słownie: trzydzieści dni) znalazł jedynie 8 (słownie: osiem) wyników związanych z targami. Można więc śmiało powiedzieć, że o wydarzeniu wiedziała śladowa ilość mieszkańców. 

Kiedy w sobotnie popołudnie bez problemu udało mi się znaleźć miejsce parkingowe przy ul. Bernardyńskiej nie spodziewałem się jeszcze, że między stoiskami wystawienniczymi będzie dosłownie hulał wiatr. Wystawcy w popłochu ratowali swoje stoiska przed skutkami krótkiego opadu konwekcyjnego. Szkoda, że organizator znając prognozę pogody nie zapewnił odpowiedniego zabezpieczenia w postaci choćby kawałka przezroczystej folii. Muszę uczciwie zaznaczyć, że moje gorzkie spostrzeżenia opierają się na krótkim pobycie, a o obiektywną ocenę należałoby zapytać poszczególnych wystawców. 

Niska frekwencja i kapryśna pogoda nie wpływała pozytywnie na morale wystawców co było widać podczas odwiedzania kolejnych stoisk. Mogę się założyć, że gdyby organizację imprezy oddać w ręce młodym paniom bibliotekarkom z Filii Miejskiej Biblioteki Publicznej nr 2 znanym już w całej Polsce ze swojej oddolnej akcji kreatywnego wspierania czytelnictwa dostalibyśmy wydarzenie, które przyciągnęłoby większą grupę odbiorców. Na krótką chwilę tworzy się bowiem miejsce, którego nie znajdzie się nigdzie indziej. Regionalne wydawnictwa nie mają lekko na księgarnianych półkach, nie mają dużych środków na promocję, a niektóre z nich naprawdę zasługują na to by się z nimi zapoznać. 

Laureatami Konkursu Książka Roku 2013 zostały ksiązki: Krwawa Środa. 3 listopada 1943 w pamięci świadków (Państwowe Muzeum na Majdanku), Ostatni Pan na Bychawie. Antoni Budny (1861 – 1943) Moniki Głazik (Bychawskie Towarzystwo Regionalne), Renesans Lubelski (Wydawnictwo Boni Libri Leszek Dulik) oraz Listy z Kaukazu. Nałęczowski epizod rodziny Malewskich Janiny Babinicz-Witockiej (Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna im. Faustyny Mokrzyckiej w Nałęczowie)

Z informacji prasowych możemy się dowiedzieć, że ideą Targów jest promocja wydawców (firm wydawniczych, poligraficznych, multimedialnych, stowarzyszeń, fundacji, instytucji kultury i osób prywatnych) oraz twórców Lublina i Lubelszczyzny, prezentacja bieżącego dorobku wydawniczego regionu lubelskiego szerokiemu kręgowi odbiorców, wymiana doświadczeń z zakresu działalności edytorskiej, prezentacja twórców z regionu. Liczę na to, że za rok będzie choć trochę lepiej, bo zarówno autorzy, wydawnictwa jak i mieszkańcy Lublina zasługują na coś ciekawszego.

PS. W tym samym czasie w Warszawie miało miejsce jedyne w swoim rodzaju święto wielbicieli książek - Big Book Festiwal. Dwa dni, kilka tysięcy czytelników, 150 gości, 50 spotkań w międzynarodowym towarzystwie, dyskusje, spacery literackie, głośne czytanie, wirtualne rozmowy. Kilkanaście miejsc, wydarzenia na serio i z przymrużeniem oka. Zaskakujące przestrzenie miasta, ulice, prywatne gabinety pisarzy. Nowoczesny festiwal włączający publiczność w akcje literackie. Zaskakujący i tworzony wspólnie. Całkowicie otwarty. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz