Gdybym kilka miesięcy temu
podczas wizyty na stronie Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima
Łopacińskiego w Lublinie przypadkowo nie znalazł informacji o terminie VIII
Lubelskich Targów Książki i nie wpisał go to swojego kalendarza to kolejny rok
z rzędu wydarzenie, którego byłem tak ciekaw przeszłoby mi koło nosa. Na
stronie internetowej patrona medialnego jak się później okazało dumnie prezentującego
swój roll-up reklamowy przed głównym wejściem do biblioteki zapowiedź znalazła
się jedynie w Imprezowym przewodniku na weekend
wciśnięta między klubową imprezę taneczną, a spektakl dla dzieci. Na choćby
krótką relację z przebiegu targów miejsce już się nie znalazło. Na szczęście
ciekawy materiał pojawił się w popołudniowym wydaniu Panoramy Lubelskiej. Wujek
Google za ostatni miesiąc (słownie: trzydzieści dni) znalazł jedynie 8
(słownie: osiem) wyników związanych z targami. Można więc śmiało powiedzieć, że
o wydarzeniu wiedziała śladowa ilość mieszkańców.
Kiedy w sobotnie popołudnie bez
problemu udało mi się znaleźć miejsce parkingowe przy ul. Bernardyńskiej nie
spodziewałem się jeszcze, że między stoiskami wystawienniczymi będzie dosłownie
hulał wiatr. Wystawcy w popłochu ratowali swoje stoiska przed skutkami
krótkiego opadu konwekcyjnego. Szkoda, że organizator znając prognozę pogody nie
zapewnił odpowiedniego zabezpieczenia w postaci choćby kawałka przezroczystej
folii. Muszę uczciwie zaznaczyć, że moje gorzkie spostrzeżenia opierają się na
krótkim pobycie, a o obiektywną ocenę należałoby zapytać poszczególnych
wystawców.
Niska frekwencja i kapryśna
pogoda nie wpływała pozytywnie na morale wystawców co było widać podczas
odwiedzania kolejnych stoisk. Mogę się założyć, że gdyby organizację imprezy
oddać w ręce młodym paniom bibliotekarkom z Filii Miejskiej Biblioteki
Publicznej nr 2 znanym już w całej Polsce ze swojej oddolnej akcji kreatywnego
wspierania czytelnictwa dostalibyśmy wydarzenie, które przyciągnęłoby większą
grupę odbiorców. Na krótką chwilę tworzy się bowiem miejsce, którego nie
znajdzie się nigdzie indziej. Regionalne wydawnictwa nie mają lekko na księgarnianych
półkach, nie mają dużych środków na promocję, a niektóre z nich naprawdę
zasługują na to by się z nimi zapoznać.
Laureatami Konkursu Książka Roku
2013 zostały ksiązki: Krwawa Środa. 3 listopada 1943 w pamięci świadków (Państwowe
Muzeum na Majdanku), Ostatni Pan na Bychawie. Antoni Budny (1861 – 1943) Moniki
Głazik (Bychawskie Towarzystwo Regionalne), Renesans Lubelski (Wydawnictwo Boni
Libri Leszek Dulik) oraz Listy z Kaukazu. Nałęczowski epizod rodziny Malewskich
Janiny Babinicz-Witockiej (Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna im. Faustyny
Mokrzyckiej w Nałęczowie)
Z informacji prasowych możemy się
dowiedzieć, że ideą Targów jest promocja
wydawców (firm wydawniczych, poligraficznych, multimedialnych, stowarzyszeń,
fundacji, instytucji kultury i osób prywatnych) oraz twórców Lublina i
Lubelszczyzny, prezentacja bieżącego dorobku wydawniczego regionu lubelskiego szerokiemu
kręgowi odbiorców, wymiana doświadczeń z zakresu działalności edytorskiej,
prezentacja twórców z regionu. Liczę na to, że za rok będzie choć trochę
lepiej, bo zarówno autorzy, wydawnictwa jak i mieszkańcy Lublina zasługują na
coś ciekawszego.
PS. W tym samym czasie w
Warszawie miało miejsce jedyne w swoim rodzaju święto wielbicieli książek - Big
Book Festiwal. Dwa dni, kilka tysięcy
czytelników, 150 gości, 50 spotkań w międzynarodowym towarzystwie, dyskusje,
spacery literackie, głośne czytanie, wirtualne rozmowy. Kilkanaście miejsc,
wydarzenia na serio i z przymrużeniem oka. Zaskakujące przestrzenie miasta, ulice,
prywatne gabinety pisarzy. Nowoczesny festiwal włączający publiczność w akcje
literackie. Zaskakujący i tworzony wspólnie. Całkowicie otwarty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz