Mickiewicz, Słowacki, Norwid, Prus, Orzeszkowa, Konopnicka, Sienkiewicz,
Przerwa-Tetmajer, Kasprowicz, Staff, Wyspiański, Reymont, Żeromski, Gombrowicz,
Nałkowska, Leśmian, Tuwim, Pawlikowska-Jasnorzewska, Borowski, Herling-Gruziński,
Miłosz, Baczyński, Różewicz, Herbert, Białoszewski, Szymborska, Barańczak, Twardowski,
Mrożek, dla chętnych dodatkowo Kuncewiczowa i Witkiewicz. Kanon polskich
nazwisk z którymi jeszcze te kilka lat temu można się było spotkać na lekcjach
języka polskiego. Lista zamiejscowych twórców literatury jest znacznie krótsza.
Sofokles, Horacy, Szekspir, Dante, Goethe, Dostojewski, Conrad, Camus, a dla
chętnych Kafka i Bułhakow. Wraz z końcem przygotowań do egzaminu maturalnego spora
część abiturientów z wielką ulgą wsłuchuje się w dźwięk zatrzaskujących się
wreszcie drzwi do kultury.
Grupa wybrańców decyduje się na pięcioletnią walkę z potężną listą
lektur w ramach wybranego przez siebie kierunku filologicznego. Gdzieś pośrodku
są amatorzy, którzy na własną rękę chcą rozszerzać swoje horyzonty. Na listach
bestsellerów ścigają się ze sobą nowości sprawdzonych autorów i najnowsze odkrycia.
Próżno szukać tutaj klasyki literatury, która jest skrzętnie poutykana między
tłustymi tomiszczami czytadeł na lato. W czerwcu 2005 roku, u progu najdłuższych
w życiu wakacji, na rynku zaczęła ukazywać się planowana na 40 tomów kolekcja
literatury XX wieku dostępna na wyciągnięcie ręki w każdym kiosku ruchu i
salonie prasowym.
Kolejne miesiące upływały mi pod znakiem takich nazwisk jak Nabokov,
Remarque, Graves, MacLean, Capote, Vonnegut, Orwell, Bradbury, Kapuściński,
Marquez, Puzo. Do dziś zachowałem również wydany w tym samym roku dodatek do
tygodnika Newsweek z cyklu Biblioteka Inteligenta: 235 książek stulecia,
dzięki któremu sięgnąłem po dzieła takich autorów jak Fromm, Hawking,
Jasienica, Salinger czy Stachura. Raz na jakiś czas organizm zaczyna domagać
się uznanej literatury, która przetrwała próbę czasu i wtedy wracam właśnie do
tych drogowskazów. Z pewnością nigdy nie zabraknie mi książek, które warto
byłoby przeczytać. Wybierając kolejne lektury staram się kierować jedną prostą zasadą.
Jeżeli w ciągu roku miałbym przeczytać jedynie dwanaście książek, to lepiej,
żeby były one tego naprawdę warte.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz