Pochmurny i chłodny niczym na
początku października dzień dobiega końca. Nic nie jest już w stanie
powstrzymać mroku nadciągającego nad mijane przez nas tereny. Za kilka minut
widzialny świat przestanie dla nas istnieć, oddając jedynie wąską ścieżkę przez
którą możemy uciekać do zanieczyszczonego nadmiarem światła miasta. Zerkam na
chwilę w prawo próbując jakby zostawić na wypatrzonym pod lasem wzgórzu cząstkę
swojej świadomości, która będzie mogła doświadczyć tych niezwykłych i
tajemniczych chwil przed zmierzchem, a potem wszystko mi opowiedzieć. Nie mogę
przecież się zatrzymać, zjechać z trasy i z zapalonym papierosem spokojnie dać
się osaczyć przez napływającą falę ciemności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz