niedziela, 3 sierpnia 2014

Między sklepami

Pasażu w jednej z galerii handlowych. Jak to zwykle bywa mój wzrok bezwiednie ślizgał się po kolorowych witrynach. Jak automat skanuje kolejne krzyczące w moje oczy hasła reklamowe, soczyste zdjęcia czy lśniące nowością produkty. W pewnej krótkiej chwili uzyskałem dostęp do wewnętrznego centrum sterowania i postanowiłem zmienić tryb docelowej obserwacji na sylwetki złapane tak jak ja do wnętrza świątyni konsumpcjonizmu. Ujrzałem dziesiątki par rozbieganych oczu na tle zmęczonych nierzadko twarzy. Niestety w chwili kiedy próbowałem zajrzeć głębiej forsując fasadę prezentowanego stylu czy relacji z innymi, oczy na powrót kierowały się w stronę komunikatów reklamowych. Jeszcze kilkukrotnie próbowałem zmienić ogniskową, ale ku mojemu przerażeniu, prędzej czy później sytuacja kończyła się w ten sam sposób. I w sumie nie ma się czemu dziwić, ktoś przecież wymyślił galerie właśnie w taki sposób, by klienci całą swoją uwagę skupiali na materii handlowej. Płynie z tego niestety prosty wniosek, że są to miejsca w dużym stopniu zdehumanizowane, a my sami zredukowani do jednostki zakupowej. Nie może tego chyba zmienić nawet zwyczaj towarzyskich spotkań między sklepami. Ludzie, których troszkę uwiera współczesna rzeczywistość z rozrzewnieniem wspominają czasy tętniących nie tylko życiem turystów ulic, targów, kiedy to zamiast pustego marketingu konieczna była relacja z drugim człowiekiem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz