Pasażu w jednej z galerii
handlowych. Jak to zwykle bywa mój wzrok bezwiednie ślizgał się po kolorowych
witrynach. Jak automat skanuje kolejne krzyczące w moje oczy hasła reklamowe,
soczyste zdjęcia czy lśniące nowością produkty. W pewnej krótkiej chwili
uzyskałem dostęp do wewnętrznego centrum sterowania i postanowiłem zmienić tryb
docelowej obserwacji na sylwetki złapane tak jak ja do wnętrza świątyni
konsumpcjonizmu. Ujrzałem dziesiątki par rozbieganych oczu na tle zmęczonych
nierzadko twarzy. Niestety w chwili kiedy próbowałem zajrzeć głębiej forsując
fasadę prezentowanego stylu czy relacji z innymi, oczy na powrót kierowały się
w stronę komunikatów reklamowych. Jeszcze kilkukrotnie próbowałem zmienić
ogniskową, ale ku mojemu przerażeniu, prędzej czy później sytuacja kończyła się
w ten sam sposób. I w sumie nie ma się czemu dziwić, ktoś przecież wymyślił
galerie właśnie w taki sposób, by klienci całą swoją uwagę skupiali na materii
handlowej. Płynie z tego niestety prosty wniosek, że są to miejsca w dużym
stopniu zdehumanizowane, a my sami zredukowani do jednostki zakupowej. Nie może
tego chyba zmienić nawet zwyczaj towarzyskich spotkań między sklepami. Ludzie,
których troszkę uwiera współczesna rzeczywistość z rozrzewnieniem wspominają
czasy tętniących nie tylko życiem turystów ulic, targów, kiedy to zamiast
pustego marketingu konieczna była relacja z drugim człowiekiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz