Kiedy dostajemy dziś niespotykaną
dotąd szansę włączenia się do prowadzonych przez miasto działań zmierzających
do rozbudowy infrastruktury rowerowej zauważam jak bardzo jestem przyzwyczajony
do aktualnego stanu rzeczy. Przez ostatnie lata mieliśmy do dyspozycji główną
oś biegnącą od Zalewu Zembrzyckiego do Turystycznej i dalej przez Andersa i
Smorawińskiego, ścieżkę przy Jana Pawła II, przez Park Rury oraz garść
rozrzuconych odcinków o wątpliwych walorach komunikacyjnych, które mogliśmy
policzyć na palcach dwóch rąk. Oddawanie pierwszych pasów rowerowych było
wielkim wydarzeniem celebrowanym przez następne miesiące. Wykorzystując rower
jako alternatywę dla samochodu i komunikacji miejskiej każdy szukał dla siebie
optymalnych rozwiązań pozwalających na w miarę komfortowe dotarcie do celu. Często
brutalnej walki o te półtorej metra przy poboczu nie dało się uniknąć. Jazda w
kasku stała się zdroworozsądkową koniecznością. Dziś sen z powiek środowiska
rowerowego spędza nie ilość kolejnych kilometrów dróg dla rowerów powstających przy
okazji budowy nowych i modernizacji głównych ulic, a zadziwiająca niekiedy
twórczość niedoświadczonych projektantów i wołająca o pomstę do nieba jakość
wykonania inwestycji. W sytuacji przyspieszającego rozwoju, możliwego dzięki
środkom finansowym, których nasza infrastruktura dotąd nie widziała i
prawdopodobnie już nigdy nie zobaczy, niezwykle ważna jest dbałość o odpowiednie
przygotowanie, a następnie wymaganie spełnienia przez wykonawcę określonych
standardów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz