Wydaje się, że lubelska Masa
Krytyczna w ostatnich miesiącach straciła nieco na popularności. W lipcu
pospolite ruszenie przyniosło rezultat w postaci licznego przejazdu do Świdnika
i z powrotem, które było relacjonowane przez lokalne media. Mieliśmy obstawę,
megafon i dobrą atmosferę. Jednak zarówno po czerwcu i sierpniu spodziewałbym
się o wiele większej frekwencji, zwłaszcza, że pogoda nie sprawiała żadnych problemów.
Nie wiem jak wyglądają przejazdy w innych miastach, ale brakuje mi trochę
zaangażowania uczestników, robienia hałasu, rozdawania uśmiechów. Brakuje pań
będących ozdobą peletonu. Większość ma już komplet świateł, ale kask jeszcze
nie wszyscy. Z rowerowym szykiem też bywa różnie. Pisk hamulców w doborowym towarzystwie
podczas poprzedniego spotkania zmobilizował mnie w końcu do zrobienia generalnego przeglądu, tak żeby
następnym razem wstydu nie było. Sierpniowy przejazd zaliczył m.in. świeżo
wymalowany pas rowerowy przy ul. Wileńskiej. Nieukończona jeszcze ścieżka przy
Unii Lubelskiej będzie musiała poczekać do września. Do najciekawszych wydarzeń
należało rozerwanie kolumny na skrzyżowaniu ulic Zana i Nadbystrzyckiej, liczne
podjazdy (Wileńska, Szczerbowskiego, Rusałka, Wyszyńskiego) i zjazdy (Pagi,
Zana, Bernardyńska). Obyło się bez nieprzyjemnych incydentów. Większość
towarzystwa już w koszulkach z długim rękawkiem. Celem minimum na koleją masę
powinno być zabranie ze sobą na Plac Litewski przynajmniej dwóch towarzyszy i
głośnego dzwonka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz