wtorek, 12 sierpnia 2014

Sześć dni w Krakowie

Do Krakowa wracamy już po raz trzeci (a licząc krótkie epizody po raz piąty) w naszej siedmioletniej historii. Od ostatniego dłuższego pobytu minęło pięć lat i jak razem stwierdziliśmy jest to już troszkę inne miasto, mieszkamy w trochę innym kraju, a my sami jesteśmy już trochę innymi ludźmi. Pierwszy raz jesteśmy tu własnym autem, a mimo to nosimy jeszcze w sobie stare nawyki związane z bagażowymi ograniczeniami. Miasteczko akademickie stoi na swoim miejscu oferując standard, który cofa nas do studenckich czasów. Swoją bazę wypadową zakładamy w Strasznym Dworze Akademii w pokoju z numerem 217.
W naszych wspomnieniach pozostanie poranek w opactwie benedyktynów w podkrakowskim Tyńcu, podawana w tamtejszej kawiarni na murach w oryginalny sposób kawa, a potem drugie śniadanie już na drugim brzegu rzeki. Pozostaną wycieczki do zamków (Wiśnicz, Pieskowa Skała), pałaców (Niepołomice) i miejsc po których zostały już tylko ruiny (Dobczyce). Najmilej wspominam spacer przepiękną doliną Prądnika w samym sercu Ojcowskiego Parku Narodowego. Setki kilometrów pięknych tras samochodowych Pogórza Bocheńskiego, Wiśnickiego i Wielickiego. Okolice Krakowa mają naprawdę wiele do zaoferowania. Każdy dzień kończył się na tętniącym życiem i licznymi atrakcjami Starym Mieście (Bull Pub, Boscaiola, Zapiecek, Królestwo Pierożka). A wieczorami chwile na nadrobienie czytelniczych zaległości (Podróże z filozofią w tle Hellera, Ostatnie rozdanie Myśliwskiego, Korona śniegu i krwi Cherezińskiej).

Do Krakowa jechaliśmy nietypową trasą przez Kielce, a to dlatego, że chcieliśmy zobaczyć po drodze rajską jaskinię. W międzyczasie zmieniliśmy jednak miejsce swojego międzyparkowania, by wejść na Święty Krzyż. Droga Kraśnik-Kielce (74) i dalej siódemką okazała się bardzo wygodna dostarczając również miłych dla oka obrazków. Planując drogę powrotną skuszeni zaliczeniem stu kilometrów darmowej autostrady A4 Kraków-Tarnów zdecydowaliśmy się na trasę przez Mielec i Tarnobrzeg. Niestety drogi wojewódzkie Podkarpacia nie sprzyjają komfortowej podróży na dużych dystansach. Okazją na regenerację cierpliwości był krótki postój na obiad w Sandomierzu. Na szczęście to jeszcze nie koniec urlopu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz