Wsłuchuję się w dźwięki dobiegające
z wpółotwartych niskich okien mijanych domków i kamienic. Jest sobota, godzina
ósma rano. Miasto powoli otwiera zaspane oczy, a ja przemierzam w ten pogodny
poranek cieniste uliczki naszej dzielnicy. Szczęk sztućców, talerzy, coś
skwierczy na patelni, mama ucisza płaczące dziecko, pies szczekając chce wyjść
na spacer, a gdzieś dalej budzik bez przeszkód gra swoją melodię. Odbiorniki
ustawione już na telewizję śniadaniową. Wyszedłem na krótki spacer zaczerpnąć
rześkiego powietrza bez planu wybierając kierunki na kolejnych skrzyżowaniach.
W głębi osiedla nie słychać hałasu głównych arterii. Tutaj ciszę wypełnia muzyka
poranka uciekająca w przestrzeń przez uchylone okna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz