Z jednej strony odpadający od
ściany coraz większymi płatami tynk, a z drugiej świeży bukiet
jaskrawożółtych kwiatów. Wystające ze ściany przewody elektryczne i
piękna żywa muzyka organowa. Ciasne ławki i krzepiące słowo. Szczerze mówiąc
wole te spotkania w kameralnym gronie kilkunastu osób w tym renesansowym
otoczeniu kilkuset lat historii niż zagubienie w wielkim tłumie wypełniającym
nowoczesna bryłę bez historii i charakteru. Dlatego też często wędruję w
poszukiwaniu swojego miejsca skupienia i kontemplacji. Ściany świątyni zdają
się posiadać barierę ochronną zatrzymującą natrętne myśli i fale
bezwartościowych informacji. Cotygodniowa chwila oddechu, kiedy można zastanowić
się nad własną drogą na kolejne siedem dni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz