czwartek, 20 marca 2014

Wieczorna refleksja

Czas na wieczorną refleksję, na te kilka chwil kiedy będę mógł odpowiedzieć sobie na pytanie za co jestem wdzięczny, co mnie dziś poruszyło, co zainspirowało. Muszę przyznać, że nie udało mi się nie wziąć udziału w zmasowanym ataku nieprzebranych tłumów na nowe centrum handlowe. W takich miejscach jak w soczewce skupia się obraz współczesnej rzeczywistości. Każdy dzień, każda chwila jest okazją do spełniania swoich marzeń, nawet tych nieuświadomionych, które daliśmy sobie wmówić. Konsumpcyjna nadaktywność jest jednocześnie usprawiedliwieniem ucieczki od głębszej refleksji, chwilowej zadumy nad rzeczami istotnymi. Przepustka do lepszego samopoczucia wydaje się być na wyciągnięcie ręki.

Jak zwykle obserwuję twarze ludzi będących w swoistym transie, któremu jednak daleko do kontemplacji. Trudno wymagać by miejsce to skłaniało do medytacji, ale mimo wszystko jestem ciekawy czy ktoś w tym tłumie zastanawia się jeszcze dokąd to wszystko zmierza. Kasjerka pakuje moje spożywcze zakupy jakbym nie był w stanie sam sobie z tym poradzić, sprowadzając  mnie do roli bezwolnego obiektu transfuzji środków płatniczych. Dla swojej wygody utwierdza się mnie w przekonaniu, że po ciężkim dniu pracy jestem już tak zmęczony, że tego typu usługa należy mi się z automatu, ale dostanę ją tylko tutaj. Następnym razem jednak sam zajmę się tymi zakupami.

W obuwniczym nawiązuję kontakt z jedną ze zmęczonych asystentek, które mimo tego, że pracują z ludźmi to wydaje mi się, że relacje z klientem sprowadzają się do lokalizacji upatrzonych butków w odpowiednim rozmiarze. W pewnym momencie wśród półek zauważam osobę na wózku obok której czuwał osobisty anioł stróż. Z pewnością wiele już ze sobą przeszli, ale widać, że są szczęśliwi i wdzięczni losowi za to co mają. Zastanawiam się czy na co dzień, tak jak my kłócą się o rzeczy zupełnie nieistotne. Obraz ten skłonił mnie do głębszej refleksji i wysnucia wniosku, że pojęcie wdzięczności jest w moim przypadku silnie splątane z pojęciem współczucia.


Wdzięczni za to co dał nam los zaczynamy być kiedy ocieramy się o cierpienie innych. Jesteśmy jednak skutecznie izolowani od ludzi, sytuacji, wszelkich obrazów, które mogłyby budzić nasze współczucie. Nawet nie zauważyliśmy kiedy zaczęliśmy się odwracać od siebie nawzajem, by w spokoju zająć się kupowaniem szczęścia. Międzyludzkie relacje zdają się zmieniać w błyskawicznym tempie i nie ma co liczyć na choćby najmniejszą stabilizację w bieżącym pokoleniu. Walczymy o zachowanie ginących języków, gdy tymczasem wydaje się, że bezpowrotnie tracimy tradycje dnia codziennego, kulturę małych wspólnot. Na dziś już wystarczy. Przez bramę równonocy wiosennej wchodzimy w lepszą połowę roku. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz