Czas na wieczorną refleksję, na
te kilka chwil kiedy będę mógł odpowiedzieć sobie na pytanie za co jestem
wdzięczny, co mnie dziś poruszyło, co zainspirowało. Muszę przyznać, że nie
udało mi się nie wziąć udziału w zmasowanym ataku nieprzebranych tłumów na nowe
centrum handlowe. W takich miejscach jak w soczewce skupia się obraz
współczesnej rzeczywistości. Każdy dzień, każda chwila jest okazją do
spełniania swoich marzeń, nawet tych nieuświadomionych, które daliśmy sobie
wmówić. Konsumpcyjna nadaktywność jest jednocześnie usprawiedliwieniem ucieczki
od głębszej refleksji, chwilowej zadumy nad rzeczami istotnymi. Przepustka do
lepszego samopoczucia wydaje się być na wyciągnięcie ręki.
Jak zwykle obserwuję twarze ludzi
będących w swoistym transie, któremu jednak daleko do kontemplacji. Trudno
wymagać by miejsce to skłaniało do medytacji, ale mimo wszystko jestem ciekawy
czy ktoś w tym tłumie zastanawia się jeszcze dokąd to wszystko zmierza. Kasjerka
pakuje moje spożywcze zakupy jakbym nie był w stanie sam sobie z tym poradzić,
sprowadzając mnie do roli bezwolnego
obiektu transfuzji środków płatniczych. Dla swojej wygody utwierdza się mnie w
przekonaniu, że po ciężkim dniu pracy jestem już tak zmęczony, że tego typu
usługa należy mi się z automatu, ale dostanę ją tylko tutaj. Następnym razem
jednak sam zajmę się tymi zakupami.
W obuwniczym nawiązuję kontakt z
jedną ze zmęczonych asystentek, które mimo tego, że pracują z ludźmi to wydaje
mi się, że relacje z klientem sprowadzają się do lokalizacji upatrzonych butków
w odpowiednim rozmiarze. W pewnym momencie wśród półek zauważam osobę na wózku
obok której czuwał osobisty anioł stróż. Z pewnością wiele już ze sobą
przeszli, ale widać, że są szczęśliwi i wdzięczni losowi za to co mają.
Zastanawiam się czy na co dzień, tak jak my kłócą się o rzeczy zupełnie
nieistotne. Obraz ten skłonił mnie do głębszej refleksji i wysnucia wniosku, że
pojęcie wdzięczności jest w moim przypadku silnie splątane z pojęciem
współczucia.
Wdzięczni za to co dał nam los
zaczynamy być kiedy ocieramy się o cierpienie innych. Jesteśmy jednak skutecznie
izolowani od ludzi, sytuacji, wszelkich obrazów, które mogłyby budzić nasze
współczucie. Nawet nie zauważyliśmy kiedy zaczęliśmy się odwracać od siebie
nawzajem, by w spokoju zająć się kupowaniem szczęścia. Międzyludzkie relacje
zdają się zmieniać w błyskawicznym tempie i nie ma co liczyć na choćby
najmniejszą stabilizację w bieżącym pokoleniu. Walczymy o zachowanie ginących języków,
gdy tymczasem wydaje się, że bezpowrotnie tracimy tradycje dnia codziennego,
kulturę małych wspólnot. Na dziś już wystarczy. Przez bramę równonocy wiosennej
wchodzimy w lepszą połowę roku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz