wtorek, 18 marca 2014

Kliknij 'dalej'



Kiedyś wgrywało się system operacyjny z dyskietki do komputera, samotnej, niezależnej jednostki poddanej tylko nam. Dziś, kiedy powoli oddajemy suwerenność w zamian za przynależność do sieciowej wspólnoty wszystko zaczyna wymykać się spod naszej kontroli. Komputer uwiązany na internetowej smyczy bez pytania przechodzi w stan aktualizacji, mimo, że dzień wcześniej nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń co do jego działania. Coś się zmienia, dostajemy upgrade dla własnego dobra. Ma być szybciej, bezpieczniej, a my nie musimy sobie zawracać głowy zawiłymi technikaliami. Wystarczy, że kilka razy klikniemy przycisk z napisem „dalej” akceptując wszystkie warunki, udzielając autoryzacji, zgody na przetwarzanie danych osobowych, między wierszami sprzedając komuś własną duszę. 

Komputery chcą o nas wiedzieć coraz więcej, patrzą na nas oczami uzbrojonymi w soczewki o coraz większej rozdzielczości. Moja jednostka potrafi włączyć się w środku nocy jakby chciała sprawdzić czy u mnie wszystko w porządku. Kiedy wyręcza się w ludzi w coraz większym zakresie przestają myśleć, oddając się całkowicie na łaskę lub niełaskę wielkiego administratora. Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Skrupulatnie czytać zawiłe warunki czy świadomie zrezygnować z tego czy innego rozwiązania? Walczyć o niezależność tą samą bronią, którą próbuje się nam ją odebrać czy zaakceptować ułudę względnej niezależności w teleinformatycznym środowisku?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz