Mogę być wyrozumiały dla
kierowców, którzy testują moją cierpliwość na drodze. Mogę wiele wybaczyć
przełożonym podejmującym niekonstruktywną krytykę mojej pracy. Mogę skwitować uśmiechem
pomyłkę kasjera w sklepie. Jest jednak jedna rzecz, która szczególnie działa mi
na nerwy i nic nie mogę przejść obok tego obojętnie. Tym zjawiskiem jest niemoc
urzędnicza, zaniedbania w jednej dziedzinie, a w drugiej chorobliwa
nadgorliwość. Jak można było nie postawić znaku ograniczenia prędkości przed
wjazdem pod wiadukt kolejowy nad ulicą Kunickiego. Osoba, która nie śledzi
codziennie zjawiska erozji nawierzchni asfaltowej spod której wyłania się
wspomnienie dawnej ulicy Bychawskiej nie ma szans na uniknięcie nieprzyjemnych
turbulencji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz