Pogoda ostatnich dwudziestu
pięciu dni urlopu była wręcz wymarzona. Przejechałem na rowerze ponad dwieście kilometrów
po samym mieście jak i szlakami podlubelskich gmin. Zwiedziłem najpiękniejsze
miejsca Roztocza: urokliwe miasteczka, wartkie szumy, malownicze wzniesienia, wspaniałe
kamieniołomy. Nie ominął mnie wypad na nasze pojezierze, gdzie ochoczo
zażywałem kąpieli zarówno wodnych jak i słonecznych. Po dwóch nieudanych
próbach udało mi się wreszcie pojechać na duży stadionowy koncert jednego z
ulubionych zespołów. Samo miasto tętniło życiem podczas odbywającego się cyrkowego
karnawału i jagiellońskiego jarmarku, a pod Nałęczowem ścigałem się nawet z
balonami. Towarzyszyła mi świetna książka, ciekawe filmy, ulubione radio i dobra
kuchnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz