Po pracy nie pozostaje nic, tylko
wsiadać na rower i uciekać z miasta. Przez infrastrukturę kolejową droga do
centrum z naszej dzielnicy jest ograniczona do dwóch bram pod wiaduktami.
Pierwsza z nich zdaje się być przeklęta i staram się jej unikać. Do Parku
Ludowego w linii prostej mam 500 m, ale tory w tym miejscu są najszersze i
pozostaje dwu- lub czterokilometrowy objazd. Z Dziesiątej najczęściej uciekam
Zemborzycką nad Zalew, Nadrzeczną do Głuska, Świętochowskiego do Dąbrowy lub
też wskakuję na ścieżkę centralną, a stamtąd do Starego Gaju i Doliny Węglinek lub
w drugą stronę do końca ścieżki przy Zawilcowej i dalej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz