Końcówka sierpnia. Poniedziałkowe
popołudnie. Wychodzę na rower. Pochmurny i chłodny dzień. Kurtka obowiązkowa. Na
szczęście nie pada. Nie spodziewam się tłoku na ścieżce przy rzece. Ku mojemu
zaskoczeniu mijam grube dziesiątki rowerzystów. Widać nie tylko ja nie mogę
uwierzyć w kończące się lato i ostatkiem sił próbujemy wykorzystać każdą
nadarzającą się okazję by pobyć trochę pod gołym niebem i przy okazji zrobić
jeszcze parę dodatkowych kilometrów w kończącym się powolutku sezonie. Wiem, że
przyjdą jeszcze słoneczne dni, ale świadomość, że jest już z górki uwiera jakoś
moją duszę. Wiosna przyszła bardzo późno, a lato jak zwykle odchodzi stanowczo
za wcześnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz