piątek, 22 listopada 2013

(492) Przyszpilony do rzeczywistości

Czasami mam takie wrażenie jakbym był przypięty pinezką do powierzchni rzeczywistości. Innym razem z wysokości kilkudziesięciu metrów widzę samego siebie poruszającego się po wciąż tych samych niciach miejskiej pajęczyny. Jakiś niewidzialny magnes nie pozwala za bardzo zboczyć z obranej trasy. Coraz trudniej złamać schemat, zdobyć się na spontaniczną, choć mieszczącą się w odpowiednich granicach reakcję. Wykonując rutynowe czynności popadamy z schematyzm postępowania, mimowolnie idziemy na skróty. W pewnym momencie sytuacja zaczyna nas uwierać. Czujemy się nieswojo, kiedy zdajemy sobie sprawę, że od dłuższego czasu tkwimy w skończonym zbiorze codziennej rutyny. To chyba odpowiedni czas na wykrzesanie z siebie czegoś inspirującego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz