Czasami mam takie wrażenie jakbym
był przypięty pinezką do powierzchni rzeczywistości. Innym razem z wysokości
kilkudziesięciu metrów widzę samego siebie poruszającego się po wciąż tych
samych niciach miejskiej pajęczyny. Jakiś niewidzialny magnes nie pozwala za
bardzo zboczyć z obranej trasy. Coraz trudniej złamać schemat, zdobyć się na
spontaniczną, choć mieszczącą się w odpowiednich granicach reakcję. Wykonując
rutynowe czynności popadamy z schematyzm postępowania, mimowolnie idziemy na
skróty. W pewnym momencie sytuacja zaczyna nas uwierać. Czujemy się nieswojo,
kiedy zdajemy sobie sprawę, że od dłuższego czasu tkwimy w skończonym zbiorze
codziennej rutyny. To chyba odpowiedni czas na wykrzesanie z siebie czegoś inspirującego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz