To był jeden z najpiękniejszych
październikowych dni. Aż trudno uwierzyć, że trzy lata temu byliśmy już po
pierwszym ataku śnieżnej aury. Wysyp grzybów był dla nas pretekstem by z samego
rana wyruszyć w kierunku krzczonowskich lasów. Grzybobranie pozostawiłem doświadczonym
smakoszom, a sam ruszyłem z aparatem przed siebie. Wyjątkowo piękne podleśne
tereny uraczyły mnie widokiem zielonych pagórków srebrzących się w blasku
wstającego znad lasu słońca czy hasającego pod czujnym okiem stracha na wróble stada
młodych saren. We wsi ostatnie prace polowe, mleczny dym z ogniska okadza zaorane
pola. Jesienne barwy drzew na tle bezchmurnego błękitu nieba onieśmielają swoją
intensywnością.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz