Czasem bywa tak, że już od pierwszych
dźwięków wiesz, że to jest to na co czekałeś od dawna. Ta muzyka idealnie
wpasowuje się w czas i okoliczności. Już po pierwszym przesłuchaniu melodie
ukryte pod parzystymi numerami zaczęły do mnie powracać w ciągu dnia. Kompozycje
z poprzedniej płyty ‘Veckatimest’ stopiły się w jedno z pewnym letnim
popołudniem spędzonym w ogrodzie botanicznym trzy lata temu, niczym zakładka w
księdze wspomnień. Najnowsza ‘Shields’ towarzyszy moim codziennym obserwacjom
jesiennego krajobrazu miasta zza szyby samochodu. Co ciekawe Pan Chaciński w
swojej recenzji również słyszy tam trochę Radiohead i trochę starego dobrego art
rocka [1].
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz