Kilka chwil po zachodzie słońca
dolinę Wieprza zaczęła spowijać hipnotyzująca mieszanka mroku i mgły. Spowite
mlecznym kożuchem okoliczne pola na tle bladego różu gasnącego dnia wyglądały
jak nie z tego świata. Przyciągnięci magnetycznym pięknem naturalnego zjawiska powoli
zanurzaliśmy się w ten tajemniczy labirynt bez ścian. Zimne wilgotne obłoki
zdają się być w ciągłym ruchu przesuwając się w bliżej nieokreślonym kierunku. Obserwacja
z poziomu niespełna półmetrowej trawy dostarcza niesamowitego widoku miliona
srebrnych nitek rozpiętych między zielonymi źdźbłami. Z każdą minutą robi się
coraz ciemniej. Naszym zdjęciom próbującym uchwycić impresjonistyczny klimat tych
chwil coraz częściej brakuje ostrości. Czas wracać do domu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz