Kiedy w sobotni wieczór
zorientowałem się, że lodówka jest praktycznie pusta pozostało tylko jedno
wyjście. Przy składaniu telefonicznego zamówienia o godzinie 22:10 miła pani
poinformowała o konieczności oczekiwania na pizzę 50 minut. Zbliżając się do
godziny 23:00 przygotowałem miejsce na stole, kartę płatniczą i gorączkowo
sprawdzałem parking przed blokiem. Kolejne upływające kwadranse zwiększały moją
niecierpliwość, która przecież w końcu miała zostać wynagrodzona. Po setnej
minucie oczekiwania podjąłem trudną decyzję o kapitulacji. Moje zamówienie musiało
spaść za biurko w przeciwnym razie dostałbym przecież telefon z jakąś informacją.
Rano okazało się, że dostawca pojawił się z zamówieniem kilka minut po północy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz