Nie ja jeden zaczynam dzień pracy
od filiżanki kawy. Rytuał ten jednak znacząco różni się od porannej weekendowej
czy codziennej popołudniowej przyrządzanej w domu. Akceptując ograniczenia nie
powinno się jednak iść po najmniejszej rozpuszczalnej linii kawowego oporu. Nie
chodzi tu bynajmniej o uleganie modzie na jedynie słuszną kawę z ciśnieniowego ekspresu
co niejednego pcha ku decyzji o zakupie taniego ekspresu na tzw. kapsułki. Tu
chodzi o to by pić kawę dobą, zdrową, nie skazywać się na bylejakość na którą
szkoda po prostu naszego podniebienia. To jak dzisiaj pijemy? Elektryczna
kawiarka, zaparzacz typu french press czy klasycznie kawa parzona w filiżance?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz