Pewną tradycją już jest, że każdy
śniegowy kataklizm jest prze mnie dokumentowany na łamach tego bloga. Dzisiejszy
poranek przyniósł zapowiedź niespodziewanego egzaminu z techniki jazdy w
ekstremalnych warunkach. By do niego przystąpić najpierw należało utorować
sobie drogę do startu poprzez intensywne ćwiczenia fizyczne z pomarańczową
łopatą. Potem sprawdzana była umiejętność manewrowania i hamowania na śliskiej
nawierzchni oraz zapas cierpliwości podczas powolnej jazdy w kilometrowym korku.
Na koniec testowana była reakcja i sposób radzenia sobie z unieruchomieniem pojazdu
w świeżej pokrywie śnieżnej. Wszystkie trzy zagadnienia zostały zaliczone
pozytywnie, ale wcale nie jest wykluczone, że w dniu jutrzejszym egzamin
zostanie komisyjnie powtórzony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz