Stos dokumentów z adnotacją ad
acta, skoroszyty broniące się przed wpięciem do segregatora, teczki, których
zawartość przedstawia już jedynie wartość historyczną, pudła po sprzęcie, który
jeszcze na gwarancji, szereg drobiazgów gromadzonych przez cały rok, które
obiecują, że jeszcze mogą się przydać, gazety, katalogi, magazyny, foldery,
ściany obwieszone plakatami, zdjęciami, rysunkami, notatkami, kąty wypełnione
rzeczami większego kalibru z którymi nie wiadomo co zrobić. Z każdym dniem ta
biurowa zawartość zdawała się napierać z coraz większą siła. Na szczęście wraz
z pierwszymi dniami formalnej wiosny moje ciasne, ale własne osiem metrów
kwadratowych doczekało się solidnego przeglądu skutkującego wyekspediowaniem w
kierunku archiwum/śmietnika tony rzeczy zbędnych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz