kolejny gorący dzień, który
zaczyna się od niesamowicie przyjemnego poranka orzeźwiającego chłodnym
powietrzem. aż szkoda kosztować go jedynie w czasie tych kilku kroków w drodze z
domu do auta i potem z parkingu do pracy. mam jednak szczęście, że po drugiej
stronie ulicy, za osiedlem, płynie sobie spokojnie nasza bystrzyca. jeśli więc
uda mi się wygospodarować rano kilka wolnych minut wiem, że mam takie miejsce,
gdzie mogę pozytywnie nastawić się do całego dnia. obserwuję panoramę starego
miasta. z daleka słychać szmer alei tysiąclecia. rowerzyści rzucają okiem na książkę,
której poświęcam ostatnie minuty przed godziną ósmą. cormac mccarthy - rącze
konie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz