Każdego tygodnia miasto jest
dosłownie zasypywane tonami drukowanych materiałów reklamowych zwanych
potocznie gazetkami. Mimo tego, że coraz większa część nakładu ląduje w
specjalnych koszach, które często przejmują funkcje śmietników, a po deszczu
zawartość zmienia się w bezkształtną masę, reklamodawcy nie rezygnują. Pomijam
fakt sensowności kolportażu ulotek pewnego hipermarketu, które nigdy nie skłonią mnie do podróży na drugi koniec miasta. Na rynku pojawiają
się kolejne podmioty, dzięki czemu firmy dystrybucji druków bezadresowych maja
pełne ręce roboty. Niestety za dużo już tego, za często, przez co siła
oddziaływania tego narzędzia jest coraz mniejsza, ale przecież nie można
stracić stałych bezimiennych czytelników.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz