ostatnie dwa tygodnie spędziłem w
podróży z niejakim johnem gradym cole i jego przyjacielem laceyem rawlinsem.
wyruszyliśmy z san angelo w texasie, bez celu, byle dalej na południe. na nasze
nieszczęście po drodze spotkaliśmy niejakiego jimmiego blevinsa, którego
znajomość odcisnęła się bolesnym piętnem na całej naszej wyprawie. rio bravo pokonaliśmy
w okolicy drogi numer 90. w miejscowości cuatro cienegas znaleźliśmy
zatrudnienie na dużym ranczu. życie, którego szukaliśmy skończyło się zupełnie niespodziewanie.
areszt. przesłuchania. więzienie w dalekim saltillo. o tamtych chwilach
wolałbym zapomnieć. wybawienie nadeszło w ostatniej chwili. każdy poszedł w
swoją stronę. nie żałujemy dokonanych wyborów. może jeszcze kiedyś wyruszymy
razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz