sobota, 1 września 2012

na pograniczu


ostatnie dwa tygodnie spędziłem w podróży z niejakim johnem gradym cole i jego przyjacielem laceyem rawlinsem. wyruszyliśmy z san angelo w texasie, bez celu, byle dalej na południe. na nasze nieszczęście po drodze spotkaliśmy niejakiego jimmiego blevinsa, którego znajomość odcisnęła się bolesnym piętnem na całej naszej wyprawie. rio bravo pokonaliśmy w okolicy drogi numer 90. w miejscowości cuatro cienegas znaleźliśmy zatrudnienie na dużym ranczu. życie, którego szukaliśmy skończyło się zupełnie niespodziewanie. areszt. przesłuchania. więzienie w dalekim saltillo. o tamtych chwilach wolałbym zapomnieć. wybawienie nadeszło w ostatniej chwili. każdy poszedł w swoją stronę. nie żałujemy dokonanych wyborów. może jeszcze kiedyś wyruszymy razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz