Właśnie mija 180 dni od dnia
kiedy po raz pierwszy w mojej karierze błysną na mnie fotoradar. Stało się to
na ulicy Andersa pewnego marcowego przedpołudnia podczas podróży służbowej. Oczywiście
sam sobie jestem winien nie pamiętając o tej lokalizacji, ale północna część
miasta była mi wtedy mniej znana, a pech chciał, że nie uruchomiłem androidowego
Yanosika [1], który jak zauważyłem był sprawcą znaczącego spadku żywotności baterii
w moim telefonie. Błysk zauważyła moja pasażerka, a potem dowiedziałem się, że
znajomy był świadkiem montowania pstrykacza. Mniejsza o to ile było na
liczniku. Ważne, że do dnia dzisiejszego nie otrzymałem żadnego listu z
niespodzianką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz