sobota, 8 września 2012

Zbrodnia bez kary


Właśnie mija 180 dni od dnia kiedy po raz pierwszy w mojej karierze błysną na mnie fotoradar. Stało się to na ulicy Andersa pewnego marcowego przedpołudnia podczas podróży służbowej. Oczywiście sam sobie jestem winien nie pamiętając o tej lokalizacji, ale północna część miasta była mi wtedy mniej znana, a pech chciał, że nie uruchomiłem androidowego Yanosika [1], który jak zauważyłem był sprawcą znaczącego spadku żywotności baterii w moim telefonie. Błysk zauważyła moja pasażerka, a potem dowiedziałem się, że znajomy był świadkiem montowania pstrykacza. Mniejsza o to ile było na liczniku. Ważne, że do dnia dzisiejszego nie otrzymałem żadnego listu z niespodzianką. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz