Nie jestem znawcą, ani nawet wielkim
fanem tenisa, choć muszę przyznać, że ten rodzaj sportu bardzo dobrze mi się
kojarzy i od czasu do czasu znajduję trochę czasu na co ciekawsze spotkania,
ale muszę przyznać, że już dawno żaden mecz nie dostarczył mi tylu emocji co weekendowa
końcówka turnieju ATP w Paryżu z Jerzykiem Janowiczem w roli głównej. Ten
pojedynek w niczym nie przypominał nudnych wielogodzinnych wymian skalkulowanych
na błąd przeciwnika czy też schematycznych, pozbawionych finezji spotkań rutyniarzy
na szczycie. Oby tylko szybko wznosząca się w światowym rankingu młoda gwiazda nie
spaliła się w atmosferze medialnej presji wygórowanych oczekiwań.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz