Codziennie beznamiętnie mijam to
miejsce dziesiątki jeśli nie setki razy. Czasami jednak będąc w biegu, zupełnie
niechcący, zdarza mi się usiąść na chwilę na tym krześle, przy tym stoliku. Za
każdym razem powracają do mnie wspomnienia tego listopadowego poniedziałkowego
przedpołudnia, które zdeterminowało dwa kolejne lata mojego życia. Wydaje mi
się, że to miejsce było wtedy dużo mniejsze, o wiele ciemniejsze, zupełnie obce.
Cichy, pusty, skryty w półmroku korytarz zakończony wielkim lustrem, które
pokazywało jedynie czarną plamę czekającej na swoja kolej sylwetki. Dziś, kiedy
otwieram oczy widzę przed sobą drzwi z
tabliczką ze znajomym nazwiskiem. Jak ten czas szybko leci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz