środa, 7 listopada 2012

#9638 Pierwszy dzień


Codziennie beznamiętnie mijam to miejsce dziesiątki jeśli nie setki razy. Czasami jednak będąc w biegu, zupełnie niechcący, zdarza mi się usiąść na chwilę na tym krześle, przy tym stoliku. Za każdym razem powracają do mnie wspomnienia tego listopadowego poniedziałkowego przedpołudnia, które zdeterminowało dwa kolejne lata mojego życia. Wydaje mi się, że to miejsce było wtedy dużo mniejsze, o wiele ciemniejsze, zupełnie obce. Cichy, pusty, skryty w półmroku korytarz zakończony wielkim lustrem, które pokazywało jedynie czarną plamę czekającej na swoja kolej sylwetki. Dziś, kiedy otwieram oczy  widzę przed sobą drzwi z tabliczką ze znajomym nazwiskiem. Jak ten czas szybko leci. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz