Przez Warszawę jak nigdy udało
nam się przebić tuż przez popołudniowymi korkami. W drodze powrotnej nie
mogliśmy nie zatrzymać się w sprawdzonym Zajeździe ‘U Mikulskich’. Od śniadania
jechaliśmy tylko na jednej kawie. Na zaostrzenie apetytu wszyscy wybrali
przepysznego szczupaka faszerowany ze świeżym chlebkiem, masełkiem i sosem
tatarskim. Danie główne to w moim przypadku nie ozorki czy nawet wątróbka, a
zwykły kotlet pod pierzynką z sera i grzybków z pieczonymi ziemniaczkami i
bukietem surówek z sosem winegret. Na koniec rozgrzewająca herbata z cytrynką.
Po takim obiedzie z głodnym można pogadać, a i postój na dojeździe do słynnego
ronda nie wydaje się taki straszny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz