Wracamy do Lublina. Spieszymy się
by zdążyć na kolejny zachód słońca ze wzgórza pod lasem w Podgórzu. Grzybów w
lesie nie widać. W dolinie po polach snuje się dym wypalanego ścierniska. Ruszamy
dalej by jak najwięcej drogi przejechać przed końcem astronomicznego zmierzchu.
Uwielbiam podróże samochodem o tej porze dnia w kierunku ostatnich widocznych
promieni słońca. W radiu Lista Osobista Piotra Metza idealnie wpisująca się w
klimat krajobrazów przesuwających się za oknem. Gasną wszystkie kolory, widać
coraz mniej szczegółów. Teraz liczą się tylko ciemne kształty domów, drzew i mechanicznych
maszyn na tle ostatnich kolorów gradientu nieba. Dziś nie dogonimy już słońca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz