Wraz z zakończeniem ostatniego
bisu i ustaniem żywej owacji na stojąco w podziękowaniu za wspaniały wieczór
pełen wrażeń dla niezwykłego zespołu artystów, możemy sobie powiedzieć, że dobrze
jest mieć własny Teatr Muzyczny choćby trzeba było za nim jeździć gdzieś na
skraj miasta do sali konferencyjnej, która jeszcze przez jakiś czas musi pełnić
trudną rolę głównej sceny. Właśnie przez te ograniczenia w ostatnią sobotę
miałem niezwykłą przyjemność wsłuchiwać się w żywą muzykę z bardzo bliskiej
odległości śledząc poczynania orkiestry, który w starej siedzibie zwykle ukryty
był w orkiestrionie. Dwie części, ponad dwadzieścia utworów, uczta dla ucha i
oka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz